Ciesze sie z powstania KSKK i wspominam ………. !

Sportowe zakusy i ćwiczenie charakteru!

     Wiosną roku 1968  racowalem w Zakładzie Badań i Doswiadczeń przy KZB w Koszalinie.
Około godziny 10-tej 30 podczas przerwy sniadaniowej  –  słychac huk lecących samolotów .
Później sie okazało , że byl to poczatek „przyjacielskiej” inwazji na Czechoslowację! Po kilku
latach  – bedąc na zrupowaniu sportowym w Krnov (Cze) musieliśmy sie mocno za to wtydzic!
     Jesienia tego samego roku powołano mnie do wojska! Myslę, że Macierewicz mnie nie wytropi.
     Odbywałem ja w Koszalinie. Pamietam piekne , słoneczne pazdziernikowe dni – jak grabiliśmy liscie w okolicy ulicy 4 Marca. Na zewnatrz spacerujace pary , radość – a my przebrani na zielono i zamiast karabinów – grabie i miotły!  Wiosną nastepnego roku (1969) odbywały sie biegi przelajowe na 3.000 m. Łatwo wygrałem na szczeblu naszej jednostki – czasu nie podam bo to mogła byc tajemnica, a pan Macierewicz ciagle czuwa! Okazalo sie ,
że obserwatorem tego biegu byl jeden z dzialaczy LA –  WKS Zawisza w Bydgoszczy! Efekt?
Po kilku miesiacach powołano mnie na zgrupowanie sportowe kadry biegaczy z klubów wojskowych (Zawisza Bydgoszcz , Legia Warszawa , Slask Wroclaw, Wawel Krakow 
i Olesniczanka Olesnica).
     Byłem dumny , ze mogłem trenować z czołówką polskich biegaczy  pod okiem najlepszych
trenerów. Do dzisiaj pamietam wskazówki Jana Mulaka: „kolanka wyżej młody człowieku- wyzej”.
     Po kilku tygodniach przeprowadzono bieg kwalifikacyjny na 5 km. Dziesieciu z pośród trenujacych nowicjuszy miano powołać do klubow wojskowych! Pobiegłem rewelacyjnie – przegralem tylko z Wojtunskim (myślę , że nie przekreciłem nazwiska)! Po powrocie do Koszalina mój przełożony po lini sportowej – Jerzy Dziubasik przekazał mi powołanie do
WKS Zawisza! Już nie musiałem udawać wojownika i pilnować starych armat. W Bydgoszczy zakwaterowano mnie w kompanii sportowej Zawiszy na osiedlu Leśnym.  Jedzenie
w oficerskim kasynie , stala przepustka – nieźle.


foto wl. To byly czasy – stadion WKS Zawisza 1969 r.

     Moim trenerem był mój idol – mistrz olimpijski z Rzymu (1960r) na 3 km z przeszkodami
– Zdzislaw Krzyszkowiak. Myślalem , że śnię! Do lasu biegał z nami jego asystent Józef Mathias.
     Sielanka Trwala jednak krotko. Często było tak , że trener dawał nam tzw rozpiskę
i trenowalismy indywidualnie. Ja osobiscie podczas takich treningów dokładałem sobie
dodatkowo kilka kilometrow.
     Podczas swojego pobytu w Zawiszy spotkałem koszykarza , który wykonywał po kilka tysiecy  rzutów tygodniowo! Pózniej okazało sie , że był to najlepszy strzelec w historii polskiej koszykówki – Edward Jurkiewicz. Po latach spotkalismy sie we Francji podczas turnieju koszykowki jako trenerzy (1991r.)!
     Miałem problemy podczs testów ,  bo  brakowalo swieżości! Podczas jednego z treningów
indywidualnych w pobliskim lesie – zatrzymałem sie na  rozmowę z młodą dziewczyną!
Rozmowa trwala krótko! Okazało sie , że za mna  biegł mój trener -Z Krzyszkowiak.
     Kilka dni pozniej , bez żadnych dyskusji odeslano mnie dyscyplinarnie do Koszalina! Ale przed  samym wyjazdem byly kolejne zawody na stadionie Zawiszy. Poprosiłem trenera o mozliwosc startu. Odmowił ! Po zakończeniu zawodów , gdy wszyscy opuścili bieżnię –  po rozgrzece – wystartowalem do samotnego biegu na 800 m. Kolega zmierzył mi czas : 1 min. 50.3!  Okazalo sie , ze kilka dni
bez męczących treningów, dało mi ten znakomity wynik. Podczas kolacji trener Krzyszkowiak
podszedł do mnie i spytał , kto mi pozwolil na ten bieg? Wyparłem sie, stwierdziłem , że nie biegalem. Spytal mnie o czas – podajac nazwisko kolegi , który to mierzył! Przyznałem sie i podalem mu swój rezultat! Odpowiedział , że na jego stoperze bylo 1 min. 49.9 i odszedl! 
     Bylem pewien , ze po tej historii zmieni zdanie. I tak było. Mój pobyt miał trwac jeszcze tydzien, a ja zostałem usunięty w nastepny dzien!


foto wl : Kolobrzeg 1969 grac lub biegac!

     Po powrocie do Koszalina postanowilem trenować dalej. Pomógl mi w tym pan
Jerzy Dziubasik. Trenowalem z grupa kolegów przez kilka miesiecy. Pozniej mielismy
zgrupowanie w Kolobrzegu, gdzie miały sie odbyć mistrzostwa naszej dywizji. Na kilka
dni przed zawodami podkręciłem sobie kostke. W dzień zawodów czułem sie dobrze. Rozgrzewka i start do biegu na 5 km. Poczatek znakomity.
     Ale po 3 km nastapil mały kryzys. Zostalem 20-30 metrow z tyłu. Nie wytrzymałem „cisnienia”- nogi stały sie jak z ołowiu. Po nastepnych 100 m zszedłem z trasy! Katastrofa!!!   Był to przełomowy moment w moim sportowym życiu. Było mi wstyd. Zawiodlem kolegów  i Jurka Dziubasika!Po tym wydarzeniu jeszcze troche trenowalem 
biegi – po odbyciu slużby wojskowej!
     Ustanowilem swoj rekord w biegu godzinnym – 17 km. Wygralem kilka biegów przelajowych – mobilizowany przez Wojtka Pasierowskiego – koszykarza Znicza a później Baltyku Koszalin.
     Był to mój najlepszy kolega w tych latach. Często chodziłem z nim na treningi i w ten sposób poznawałem tajniki koszykówki.


foto wł: Edek palił papierosa w Berlinie !

     Trenerem był pan Jan Jankowski – byly środkowy Baltyku słynacy ze swoich
„hakow” w polu 3 sek.  Zostalem kierownikiem tego zespołu! Gralismy o wejscie do II ligi. Później – to już  Czarek Cieslak , który mnie do tego wciagnał (treningi z dziewczynami)!
     Panie Jurku – pamietam swoją historie w biegu na 5 km. Dzięki niej łatwiej mi zrozumiec
zawodniczki w krytycznych chwilach! Pomogło mi to wygrać kilka bardzo ważnych meczów.
Dzieki temu nigdy nie obarczałem porażkami zawodniczek! Znane jest moje powiedzenie,
szczegolnie we Francji :
            
Za porażkę zawsze odpowiada trener
      – a za zwycięstwo – zespół!

Dodaj komentarz

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij