Najlepiej wychodzi sie na zdjeciu !
To powiedzonko – nie zawsze jest wlasciwe. W latach siedemdziesiatych
nie bylo latwo znalesc kogos , kto zrobilby kilka zdjec na meczu lub
treningu. Dzisiaj jest to duzo prosciej . Aparaty numeryczne , telefony
komorkowe z mozliwoscia wykonywania zdjec – to ulatwia nam rejestrowanie
rzeczywistosci.
I kto by wtedy pomyslal , ze to one beda tworzyc czesc historii żeńskiego
basketu w Koszalinie. Jesienią 1974 roku Renia chorowała i z trudem utrzymała
sie w zespole. Gosia Wolujewicz – później Czerlonko trenowała piłką do siatkówki ,
bo brakowaóo do kosza.
Dzisiaj siatkarz Wlazło twierdzi , ze jest zmęczony! Spytajcie Basię
Violettę , Gośki i inne dziewczyny co ona myślały o zmeczeniu w czerwcu 1979 r.
Treningi na hali KOS i R-u po 8 godzin dziennie , później finały spartakiady
i prosto na zgupowanie kadry kadetek w Limanowej!
Po „kadrze” przygotowania klubowe do nowego sezonu!
Konsultowałem sprawy wysiłku zawodniczek z dr Franciszkiem Lechem,
z trenerem kadry Januszm Mrozem i rodzicami. Dzisiaj mają ponad czterdziestke
i chcą sie bawić z piłką raz w tygodniu!

foto wl: nauka jest trudna dla zawodniczek i trenera!
Uczylem sie prawidlowej techniki razem z dziewczynami. Problemem dla mnie byl
rzyt z dwutaktu z lewej strony. Trenerzy mnie tego nie przekazali. Aby sie tego nauczyc
zrobilem w SP nr 10 zamkniecie od srodka. Wiele osob pytalo sie po co to wykonano?
W ten sposob zamykalem sie i uczylem tego nieszczesnego dwutaktu z lewej strony!
Po kilku dniach bylem w stanie w miare poprawnie to pokazac po 1 kozle. Uratowala
mnie Violetta Gawecka (pozniej Lotysz). Zlapala ten element „w lot” i pozniej to ona
musiala pokazywac prawidlowo wykonany rzut z lewej strony.
Zespół trenowal 5 x w tygodniu. W soboty i niedziele mecze. Raz w tygodniu
trenowaliśmy w terenie (Góra Chełmska). Wszystkie ferie i wakacje – zgrupowania.
Tak było przez 12 miesiecy. Moim asystentem byl Janusz Mroczkowski,
który wychował później wiele zdolnych zawodniczek!
Rok później (1982) zostałem trenerem AZS AWF Katowice. Pod koniec
października poszliśmy wraz z Krytianem Brzyckim namawiac do powrotu
Danute Bibrzycka( Ditmer) , z którą znałem sie od lat! Danusia poszła zrobić
nam kawę ,a mnie poprosila o popilnowanie małej „Agniesi”! Nie wiem czy jest
wielu trenerów , którzy nosili na rękach jedną z najlepszych koszykarek Europy!
Idę do fotografa!