Czy Koszalin jest przyjazny dla sportu ?
Niedługo puknie mi sześćdziesiątka. Całe moje życie to sport. Sport masowy
i wyczynowy. Majac 7 lat grałem jak wszyscy w „kopana” . Później było kolarstwo
(szczególnie w okresie Wyścigu Pokoju). Łyżwy i sanki (nawet mam dyplom) zimą.
W wieku 20 lat królowała lekkoatletyka. Wypromował mnie Jerzy Dziubasik – dzisiaj
dyrektor Szkoły Podstawowej Nr 10.
Zawodowo zajmowałem się kartingiem i rajdami samochodowymi. Pracowałem
w PZMot Koszalin. Moim szefem był pan Rychlik. Rajd „Monte Karlino” , zawody
z panem Edwardem Weberem. Karting był wtedy bardzo popularny w Koszalinie.
Nasi zawodnicy to była krajowa czołówka!
Kolejna zmiana pracy to propozycja pana Kandziaka , aby zająć się kolarstwem.
Myślałem o koszykówce (byłem już wtedy trenerem w SZS AZS K-lin). Ale „partia”
oddala koszykówkę panu Ryłowowi. Ja jeździłem po Polsce z naszymi kolarskimi
juniorami. Miałem przyjemność być na wyścigu jako opiekun z nieznanym wtedy
juniorem z Bytowa Czesławem Langiem (Wyścig po Ziemi Mazowieckie). Jeździłem
„Wołga” z GS po Warmii i Mazurach , po Ziemi Miasteckiej (jako spiker wyścigu).
Pomocy udzieliła mi pani Maria Grodecka – szefowa ZO SZS w Koszalinie.
Wykonywałem tam swoja prace jako organizator imprez sportowych w szkołach
wraz e Edwardem Jacewiczem (ciągle pracuje w SZS). Duża cześć mojej pracy
to była koszykówka. Treningi 5 x w tygodniu i ok. 80 spotkań rocznie z dziewczynami
z koszalińskich szkol. W 1977 mój klub powierzył mi obowiązki trenera głównego
sekcji koszykówki kobiet. Moje wychowanki (14-15 lat) grały w tzw Lidze
Międzywojewódzkiej. Później były 3-krotnie Mistrzyniami Polski (młodziczek, juniorek
i juniorek starszych) oraz było wiele innych pozycji medalowych. W roku 1980
powołano mnie do szkolenia centralnego (na wniosek doskonałego trenera pana
Janusza Mroza). Byłem przez 2 lata członkiem rady trenerów przy PZKosz
(kosz kobiet)
Przez dwie kadencje odpowiadałem za sprawy szkoleniowe (tez kosz kob.)
w Zarządzie Głównym AZS.
w 1990 roku otrzymałem propozycje pracy we Francji (JDA Dijon). Pełniłem
tam funkcje trenera zespołów męskich i kobiet we wszystkich kategoriach
wiekowych
Były awanse , czołowe miejsca w rozgrywkach młodzieżowych.Przez 3 lata
wykonywałem funkcje Dyrektora Sportowego w JDA Dijon (Pro A) i EAC Evreux
(I liga kobiet)
Przez kolejne 2 lata pracowałem jako agent zawodników. Znalazłem prace
miedzy innymi dla Krysi Szymańskiej (Belgia) , Roberta Kościuka (Maurienne – Francja) i kilkudziesięciu innych osób.
Uważałem , ze zasłużyłem sobie na sportowa emeryturę. Tym bardziej ,
ze praca trenerska dwukrotnie doprowadziła mnie do poważnych kłopotów
kardiologicznych.
Jako przyszły emeryt uznałem , ze mogę pomoc w reaktywacji żeńskiego basketu
w Koszalinie. 48 godzin po ostatnim meczu we Francji stawiłem się w Koszalinie.
Był to piękny , słoneczny kwiecień 2007r. ! ·
Mając tak mile wspomnienia i niezłe osiągnięcia- naiwnie myślałem ,
ze ktoś się ucieszy z mojego powrotu do ukochanego Koszalina. Może
przeceniłem swoje osiągnięcia w naszym mieście? Ciepło przyjęły mnie
koszalińskie media, które pamiętają o mojej pracy w SZS AZS Koszalin. Redaktorzy:
Mirosław Pieńkowski z Polskiego Radia Koszalin , Zbigniew Suwalowski z „Miasta”
,Jacek Wójcik z „Głosu Koszalińskiego” chyba bezwiednie wprowadzili mnie w błąd!
Władze miasta potraktowały mnie jak intruza . Pan Jakubowski przyjął mnie ciepło
i to wszystko. Próbował nam pomoc pan Piotr Macioszek – koszaliński radny, lecz
po wstępnych i interesujących ustaleniach jego telefon zamilkł – myślę ,
ze to jest tylko awaria!
Pomogli mi (nam – KSKK) ludzie obcy , którzy mnie nie znali. Pan Przemek
Kałamarz z Bemo Motors w Poznaniu , pan Robert Hołodowski z tej samej firmy
w Koszalinie, pan Jan Koman z koszalińskiego BROKA , pan Grzegorz Mularczyk
z INTER PACK w Sowinkowie , pan Jan Borguła z INTER GRAD w Płotach i wielu
innych bezimiennych sympatyków sportu lub Koszalina.
Mimo wszystko mówie , ze ŻENSKI BASKET w Koszalinie będzie! Ludzie,
z którymi pracuje sa więcej niż zdeterminowani! Oby mi starczyło zdrowia dla
pracy trenerskiej.
Jest to ciężka , ale dająca satysfakcje „robota”. Łatwiej prowadzić silne zespoły.
Wiem , że w tym sezonie możemy nie wygrać żadnego meczu. Jest to trudne dla mnie ,
ale i dla tych sympatycznych i pracowitych dziewczyn. To nie ich wina ,ze w Koszalinie
przez długi okres nie było seniorskiej koszykówki.
Do napisania tego wszystkiego zmusiła mnie dzisiejsza kpina młodych
ludzi,w okolicach koszalińskiej giełdy – z postawy moich zawodniczek. Podobnie było
po pierwszym meczu w hali Dubois. Tak jest w Koszalinie!
Pasja dla koszykówki – jest to cos – czego nikt mi nie odbierze!
Lubię wygrywać – nie boje się krytyki – gdy przegrywam!