Bajka to była rzeczywistość – rzeczywista!

     Prysł mit starego rybaka!

      Czasami niewiele trzeba, aby obalić piękne marzenia. Bajka o starym rybaku
była dopełnieniem niespełnionych marzeń dnia dzisiejszego. Wydawało mi się, że
pomaga mi ona przystosować się do obecnych  realiów życia w sportowym Koszalinie.
Od dzisiaj będę się siłował ze sprawami, które jeszcze wczoraj były dla mnie
– nie widoczne.
       Po wygranym meczu z SMS Bydgoszcz musialem odbyć prawie  podróż (3800 km)
do Francji. Mialem tam przebywać do dzisiaj (18/11/07). Bajeczna historia , która
złączyła mnie z KSKK spowodowała , że nie potrafilem pozostać dłużej poza Koszalinem.
       Czwartek  (o  godzinie 4.00) wczesnym rankiem – ze względu na strajk środków
transportu we Francji udałem się w drogę powrotną. Na Przylesiu zameldowałem się 
ok. godziny 19-tej, a 30 min. później byłem na końcówce treningu w hali I LO. Później
był trening w piątek, a w sobotę mecz w Kobylnicy. Dobijając do sześćdziesiątki nie było
to takie łatwe do wykonania.
       Zmiana klimatu w ciągu 4 dni (ok. zera w Koszalinie i 12-14 stopni C w Evreux)
zrobila swoje. Stracilem całkowicie mój, tak potrzebny mi w prowadzeniu meczu głos.
Na meczu w Kobylnicy nie tylko głosu mi brakowało. Duże zmęczenie w tak
wyrównanym spotkaniu  mogło mieć niekorzystny wpływ na jego wynik. Mecz ten
miała prowadzić Renia Dudek ,ale zaatakowała ją grypa i zamiast w Kobylnicy
znalazła sie w łóżku.
       Do soboty byłem chyba naiwny i myślałem , że KSKK dla wszystkich jest tym,
czym dla mnie , to znaczy wszystkim! Jest trochę inaczej i potrafie to zrozumieć.
Ale przy naszych koszykarskich niedomaganiach jest to sytuacja , która nie pozwala
nam wygrać czegoś, co jest silniejsze od nas. Dzięki temu wrociłem na ziemię.
       To coś, co nam uciekło musi być zastąpione dodatkową pracą. Tylko ,że my mamy
halę tylko 3 razy w tygodniu (4 godz. zegarowe) i nie będzie to takie łatwe. Bardzo mi
szkoda utraty starego rybaka , jego wrogów i przyjaciół. Szkoda mi
jego rybackich opowieści. Tym bardziej , że wielu obojetnych w tej baśni zaczęło
przyjaźniej patrzeć na młode rybaczki.
       Samo życie! Dziaj oglądałem powtórkę meczu AZS – Prokom  (w TV Max) i widziałem
zakłopotanie moich rowieśników ,po dwóch stronach boiska. Oni chyba chcą oszukać
samych siebie . Przyrody nie da się oszukać!  Wiem o tym od 5-6 lat. Środki materialne
nie powinny nam zasłonić piękna koszykówki. Marzy mi się młody, dynamiczny i z olbrzymią
fantazją trener dla moich zawodniczek.
       Moją wadą jest wrodzony realizm, który kiedyś pomagał ,a dzisiaj czasami podcina
mi nogi. Chciałbym , aby wszyscy traktowali basket jak swoją religię. Tak wiele koszykowce
zawdzięczam. Bez niej prowadziłbym budowę , być może małą firmę budowlaną, jeździłbym
śmiesznym Mercedesem. Na butach wapno i cement. Wokół błoto i taczki, których
z braku czasu , nikt by nie zdąrzył załadować (brakuje jednego słowa). Nie, to nie dla mnie!
       Jesień życia jest piękna, mimo swego realizmu. Zawsze myślałem , że mogę ją przeżyć
poza koszykówką. Stać z boku (z tak zwaną "lożą szyderców") i korzystać z cichych lat po
emocjach sportowego życia (3 września mineło 35 lat – nikt tego nie zauważył!).
       Myliłem się! Zostanę z basketem tak długo, jak tylko będę mógł . Aż mnie ktoś skutecznie
wygoni w siną dal …..!

                    Powrót do rzeczywistości!
                    foto: archiwum wlasne starego rybaka
 

                   Żegnaj stary rybaku !

       

Dodaj komentarz

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij