Mój blog tafił już na "koszalińskie salony" a KSKK?
Był koniec stycznia 2007 roku. Banalna wizyta lekarska i doktor się zawachał.
Efekt – pobyt w klinice i seria badań żołądka. Wynik: to jeszcze nie jest "to". Uff!
Kilka dni wcześniej, mając złe myśli zacząłem pisać sportowe wspomnienia
– oczywiście za pomocą bloga. Nazbierało się tego sporo , więc nie było to trudne.

foto wł: Mama Marty Dobrowolskiej grała z nr 9 ! Lila (Solis )Kurzawska nr 6, Gosia (Wołujewicz)
Czerlonko nr 5, Wioleta (Gawęcka) Łotysz nr13, Iwona (Bokota) Pieczyńska nr 15,
Jola Jankowska (?) nr 7, Gosia Dubińska(?) nr 12, Ela Ziontek (?) nr11, Gosia Rymarz(?)
– ciemna bluza, Jola Janiak (?) nr 4 (blondynka).
Miesiąc wcześniej podjąłem się misji odnowy żeńskiego basketu w Koszalinie.
Prezes AZS i dawny kolega od "piłki" Boguś Kowalski mi odradzał: nie znasz polskich
realiów. Potraktowalem to jako niechęć do mojej osoby. Później okazalo się, że się
myliłem. Odradzała mi rodzina , koledzy i wszyscy, ktorzy się trochę interesowali
sportem w Koszalinie. Już kiedyś tak było – w 1974 r! Przegralem dwa pierwsze mecze
jako trener z wychowankami nieżyjącego Mariana Piotrowskiego ze Szczecina 105-1
i 101-5! Po tych meczach mój przełożony w SZS AZS Koszalin pan Jakub Bortnik
powiedział: Andrzej, daj sobie spokój z koszykówką – znasz sie tylko na piłce noznej!
Postanowiłem walczyć. Opłaciło się. Wyrosło z tego kilkanaście zawodniczek,
które grały w kadrach kraju , w różnych kategoriach wiekowych. Była to też niezła
promocja naszego miasta. Pan Eugeniusz Żuber może to potwierdzić. On mi zaufał
i chyba jako jedyny, ufa mi też dzisiaj. To on spowodował, że w listopadzie nie wróciłem
do Francji. Być może bez mojej osoby KSKK miałby się lepiej?
Koszalińscy dziennikarze, którzy mnie pamiętali z dawnych lat też patrzyli na mnie
jakoś dziwnie , choć serdecznie. Nie było niczego. Zaczeliśmy od zespołu. Na szczęście
pozostało kilka zawodniczek jeszcze z czasów AZS-u. To one tak naprawdę zadecydowały
o powstaniu nowego klubu. Pomógł im w tym Maciek Maślak, który dotarł do mojej osoby.
Później dołączyło do nas kilka zawodniczek z Żaka, za zgodą władz tego klubu.
Pozostale zawodniczki to wychowanki Heleny i Przemka Pacynko. W ten sposób powstał
18 osoby zespół i trenuje w prawie 100% składzie.
KSKK istnieje tak samo jak AZS, AZS Politechnika, Bałtyk i inne sekcje sportowe.
Relatywnie na niższym poziomie – jest to normalne po 12 miesiącach działalności.
Dzisiaj nasz klub gra w I lidze, w juniorkach starszych (jako Żak Koszalin) i jest ósmy
w kraju. Juniorki grają w strefie i mają same zwycięstwa (5). Mamy grupy młodzieżowe.
Utworzyliśmy zespół dziewcząt w Polanowie – z pomocą miejscowych władz.

foto RH: Nie byłoby KSKK – nie byłoby tego zdjęcia i meczu!
Nigdy dla swoich przełożonych nie byłem latwym. Moje ambicje zawsze przerastały
możliwości klubu. Ale zawsze znaleźliśmy porozumienie. Dzisiaj jest inaczej. Dlaczego?
Może powinienem być cichym, potakującym trenerkiem,Prezesem? Tylko, że na pewno nie
byłoby teraz KSKK takim jakim jest. Przyrzekłem to moim zawodniczkom na spotkaniu przed
sezonem podczas indywidualnych rozmów. Kilka z nich mi nie uwierzyła i gra dzisiaj
w innych klubach. Przyrzekłem to współpracownikom – w większości dawnym zawodniczkom
mojego SZS AZS! Słowa dotrzymałem!
Zamknął sie dla mnie dostęp do koszalińskich salonów! Jakoś to przeżyję. Mam dużo
energii i nowych propozycji. Znam lepiej "polskie realia"! Będzie mi łatwiej. Trafilem chyba
na ludzi takich jak kiedyś , którzy chcą mi zaufać. Nie zawiodę ich! Przyrzekam!

foto wł: Polanów!
Oby to był koniec mojej sportowej wędrowki!
Niedziela 9 marzec g. 16.30 : KSKK – AZS Gdańsk w Polanowie!