Przyklad: mecz I ligi kobiet z KS Piaseczno!
Jest sobota 13 grudnia 2008 r. Mglisty poranek, ciemno i wszyscy śpią. Ale nie śpi
ekipa VBW GTK Gdynia. Pobudka o godz. 5.00 rano. Mała kawa i dojazd na zbiórkę
przed wyjazdem na kolejny mecz. Wtedy kiedy "normalne" rodziny się budzą i myślą
o świątecznych zakupach – zespół VBW je obiad w Glinojecku (g. 10.15)!
Teraz następuje najgorsze – przejazd przez Warszawę. Kierowca sprawnie zmienia
pasy ruchu , aby być jak najszybciej opuścić Stolicę. Udało się. Jest godzina 12.40
przybywamy do Piaseczna. Rozprostowanie nóg w centrum handlowym położonym
koło starej kotłowni, straszacej jak ruiny zamku Diabła koło ROUEN we Francji. W radio
mówi się o rocznicy wprowadzenia stanu wojennego. A tu obok relikt tego systemy,
ktory zmuszał nas do oczekiwanie na wydanie paszportu na prosty wyjazd sportowy
do "Bratnich" krajów.
Wracam do Piaseczna. Na 1 gdzinę 45 minut przed meczem meldujemy się przed
halą sportową. Piętnaście minut później zjawia się legenda męskiej koszykówki w Polsce
trener Mołłow.Przez chwilę wspominamy dawne czasy i znów "zimny prysznic" Trener
Mołłow "musi" prowadzić męski II ligowy zespół, bo poprzednik się załamal po porażce.
W czsie 39 lat pracy trenerskiej – tych porażek trochę było – co ze mnie zostało?
Kazda porażka zmusza mnie do większej pracy. jest to zawsze nowe wyzwanie. I chyba
właśnie te porażki powodują , że ciągle jeszcze jestem trenerem (?).
Dochodzi godzina 15.00 sędziowie zapraszają do prezentacji. Na hali jest dwadzieścia
dwie zawodniczki,3 trenerów, 5 sędziów i 3 działaczy (lącznie 33 osoby) Na trybunach
26 kibiców. Chyba ich łatwiej by było przedstawić.
Mecz jak mecz toczy się równo raz w lewo , raz w prawo – pokrzykiwania trenerów,
Sędziowie pouczający "początkujących" trenerów (razem mają ok. 130 lat) i wyróżniają
tytułem najlepszego technika meczu – przybysza znad morza (chyba za zbyt zimną wodę
tego lata w Bałtyku). Jak się mieszka w Gdyni trzeba cierpieć!

foto wl: Jak tu nie bać się sędziów (ta mina)!
O g. 17.11 opuszczamy nieprzyjemny nam w ostatnich 4 minutach obiekt i z porażką
wracamy do domu. Po drodze Okęcie, gdzie zostawiamy jedną z zawodniczek i szybka
jazda na ucztę do Glinojecka. Tym razem nasze dziewczyny były hojne i miejscowe "burki"
dlugo spożywały pozostawione steki. Dobiegła północ, kiedy zapukałem do drzwi swojego
mieszkania.
Spojrzenie w komputer na stronę "PZKosz" i wyniki pozostałych spotkań w naszej grupie.
Studentki z Warszawy i pan Adam – masażysta zespołu – niezadowoleni ze sposobu w jaki
przegrali ten mecz. Radość na ulicy Kołobrzeskiej w Gdańsku. Pani Rościszewska i jej
koleżanki wygrały drugi , ważny mecz w tych rozgrywkach. Wygrały to spotkanie dobrą grą
w I i IV kwarcie.
W Pruszkowie Kotwica przegrala mecz w I-ej jego części (20-9). A Kuncewicz zdobywając
20 pkt i dodatkowo zbierając 11 piłek na tablicach dała zwycięstwo LIDEROWI. 11 pkt zdobytych
przez Monikę Kólik nie wystarczyło do wygrania meczu.
W Żyrardowie Ewa Borys poprowadzila Kadusa do kolejnego zwycięstwa. Osłabina
Żyrardowianka (kontuzje) już w pierwszej połowie oddalila możliwość wygrania tego pojedynku.
Dopiero dokuczliwe słońce, w mroźny niedzielny poranek zbudziło gdyńską ekipę. Jeszcze
dzisiaj odczuwamy olbrzymie zmęczenie sobotnią wyprawą.
Tak wygląda życie wszystkich pozostalych zespołów. Najgorzej mają ekipy z Kołobrzegu
i Gdyni, ktore pięciokrotnie musza przeżyć wyprawy na Mazowsze. Samo życie. W kolejną sobotę
– kolejne podróże i kolejne trenerskie rozterki.
Zawodniczki jak trenerzy – wspólnie dzielą ten sportowy los!