Kilka dni i 3788 km!
Po wygranym spotkaniu z SMS Łomianki – wsiadlem do auta i udałem się
z małą przerwą w Koszalinie – do Chartres i Evreux we Francji. Trzynaście godzin
podróży i wróciłem na "stare śmieci". Mój wnuczek skończył pierwszy miesiąc życia.
Cudownie , że moglem z nim spędzić te kilka dni. Jeden dzień przeznaczyłem na
pobyt w Evreux, w ktorym pracowałem ostatnie siedem lat na obczyźnie.
Wjazd do miasta i szok! Pożar – płonie najstarszy hotel w mieście pochodzący
z pierwszych lat XV wieku! na dole restauracja , na górze hotelowe pokoiki. Ogień
zaczął swoje szaleństwo na parterze.

foto wł: To jest chyba "koniec" starego hotelu!?
Jedenaście osób opuściło hotel przez okna na I piętrze. Większość z nich to
starsi ludzie. Wszyscy ranek skończyli w szpitalu z połamanymi kończynami! Na
szczęście nikt nie zginął.
Klub sportowy EAC Evreux powstał w roku 1909. Były to dwie sekcje: rugby
i pilka nożna. W przyszłym roku obchody 100-lecia klubu.Być może gościć tam
będą dwa zespoły VBW GTK Gdynia (seniorki i kadetki).

foto wl: Katedra w Chartres.
Pobyt w Chartres to oczywiście cudowne miasto i jej katedra – widoczna z kilkunastu
kilometrów od miasta. Centrum wręcz bajeczne. Zapraszam do oglądnięcia kilu zdjęć
na stronie:
Tu kliknij: Katedra w Chartres i jej bogactwo! (witraże)
Powrót do Gdyni (przez Koszalin) bardzo "atrakcyjny"! Pokonanie Paryża nie
sprawiło mi większego kłopotu (ok. 35 min). Przejazd przez Belgię równie spokojny.
Atrakcje zaczęły się w Niemczech. Ok. godz. 12 (piątek) szukałem pilnie parkingu
z WC. Dwukrotny zjazd z autostrady i brak "przybytku"! Zaczęło się robić "gorąco".
Auto jechało już bardzo szybko. Nagle biało zielony samochód miejscowej policji
zainteresowal się moją jazdą. Zdążyłem to zauważyć. Przyspieszylem jeszcze bardziej
i po małym zakręcie zjechalem na parking (tym razem było tam WC). Ostatnie
spojrzenie w lusterko i niestety zły widok! Kilkanascie metrów za mną znane mi auto!
Spokojnie szukałem miejsca na zaparkowanie . Pan w zielonym mundurze policjanta
był rownież bardzo spokojny. Gdy zatrzymałem się – pan zatrzymał się obok. Wyszedł
z radiowozu i poprosił o dokumenty samochodu. Ja po długim poszukiwaniu WC – poprosilem
milego pana o pozwolenie mi ,do udania się do małego budynku obok! Pan z uśmiechem mi
na to pozwolił – ku rozbawieniu przygodnych turystów. Moja wizyta trwala tam kilka minut.
Po powrocie już bardzo odprężony dałem panu policjantowi dokumenty, ubrałem zimową
kurtkę , swoją czapeczkę i czekałem na to co nastąpi. Po kilku minutach (rozmowa przez
slużbowy telefon) otrzymalem swoje dokumenty z wyjaśnieniem – OK!
To nie koniec emocji! Po zjechaniu z obwodnicy Berlina w kierunku Szczecina – ograniczenie
prędkości. Byłem już bardzo zmęczony i nie zareagowalem zbyt szybko. W tym czasie
wyprzedził mnie niemiecki passat z szybkoscią wręcz zawrotną. Kilka sekund później
flesz radaru (chłopcy jak nasi milicjanci za komuny byli mało widoczni) i pamiatka mojego
przejazdu tym odcinkiem autostrady. Czy to był "tylko" brak refleksu niemieckiego policjanta?
Pytanie to pozostanie bez odpowiedzi. Od Kołbaskowa było już spokojnie i po 13 godzinach
dojechałem do Koszalina (1565 km). Dzisiejsza podróż do Gdyni to juz tylko frajda!
Podróże ciągle kształcą!