Jak szybko lecą dziesięciolecia!
Pierwsze dziesięć lat (1959 r.) zastało mnie w Trzebiatowie.Tam pierwszy raz
widziałem program telewizyjny (mistrzostwa świata w hokeju na lodzie -1958 r).
Byłem kibicem klubu piłkarskiego "Rega", który grał w A-klasie (czwarty poziom
rozgrywek). Sam grałem w piłkę od rana do nocy! Robiłem przerwę na szkołę
i odrabianie lekcji.
Dwadzieścia lat przekroczyłem w Bydgoszczy. Odbywałem slużę wojskową.
Wcześniej moim sportowym opiekunem w wojsku (Koszalin) był pan Dziubasik,
późnieszy Dyrektor SP 10 w Koszaline. W Bydgoszczy trenowalem biegi pod okiem
mistrza olimpijskiego z Rzymu (1960r , 3000m z przeszkodami) – Zdzisława
Krzyszkowiaka. Moim ulubionym dystansem było 800 m!
Trzecia dziesiątka (r. 1979) zastala mnie w Koszalinie, jako trenera koszykówki.
W maju tego roku uzyskałem tytuł trenera II klasy w koszykówce (AWF Wrocław).
Miesiąc później urodziła się moja córka Agata, ktora 17 lat później broniła barw
Polski na ME kadetek w Cetniewie. Pod koniec lipca 1979 r. mój zespół (SZS AZS
Koszalin) kadetek wygrał finał MP w tej kategorii – rozgrywanych jako VI spartakiadę
– z zespołem Startu Lublin różnicą 74 pkt!!!
Cztredzieści lat minęło mi (1989r) również w AZS Koszalin. W miesiącu czerwcu
poproszono mnie z Wikiem Krochmalem na spotkanie z byłym ministrem sportu
Aleksanderm Kwaśniewskim. Proszono nas o aktywność w pierwszych wolnych wyborach!
Prośby tej nie wykonaliśmy, bo nie było na to, ani chęci, ani przekonania politycznego,
ani czasu!
Pięćdziesiątka (1999) "szczeliła" mi we Francji. Wprowadziłem zespół Poligny do II ligi,
ze średnią zdobytych punktów w 22 spotkaniach ponad 100 pkt! Otrzymalem wtedy kilka
interesujących propozycji pracy. Koło Strasburga zastąpił mnie Józek Janiel, w Aix le Bain
Józek Wołowski. Ja wybrałem klub nad morzem śródziemnym – Martigues (30km od Marsylii).
Szóstą dziesiątkę swojego życia spędzam w Gdyni. Idzie mi jak "po grudzie"! Specyficzna
konstrukcja klubu (GTK) w którym spotykają się dziewczyny trenujące w trzech zespołach,
dwóch miastach, w różnych kategoriach wiekowych.Jest to moja najtrudniejsza trenerska misja!
Ufają mi moi przelożeni. chyba wierzą mi zawodniczki, patrzą nieufnie niektóre inne osoby!
Wielokrotnie zdobywałem ze swoimi zespołami tytuły najlepszych w kraju. Ale zawsze
były to grupy, ktore prowadzilem przez wiele lat. Łatwiejsze było prowadzenie z Piotrkiem
Neyderem kadetek na ME w ubiegłym roku.
Mój kontrakt z gdyńskim klubem upływa za trzy lata. Czy później będę w stanie być
jeszcze trenerem czynnym na boisku? W 2001 roku po problemach z sercem pierwszy raz
zakończyłem pracę jako szkoleniowiec. Drugi raz postanowienie takie podjąłem w roku 2007.
Po utrzymaniu EAC Evreux w II lidze postanowilem definitywnie rozstać się z pracą trenera.
Wrócilem do Polski (do Koszalina) , aby pomóc Maćkowi Maślakowi w reaktywacji żeńskiego
basketu, aby Ula Sońta i kilka jej koleżanek miało gdzie grać.
I tak jestem trenerem do dnia dzisiejszego. Czas pokaże, czy podjąłem dobrą decyzję
wracając do pracy z koszykarkami. Pomaga mi doskonała atmosfera w moim nowym klubie.
Praca z młodzieżą, obok zawodowej grupy LOTOS PKO BP sprawia mi dużo przyjemności.
Powiem również uczciwie – kosztuje mnie to dożo więcej zdrowia! Jestem często bardzo
zmęczony, nie kiedy prawie wyczerpany do granic wytrzymalości. Jest to mój 39 rok pracy
w tej dyscyplinie sportu. Mam nawet srebrną odznakę PZKosz (miała być złota , ale dali ją
jakiemuś działaczowi partyjnemu).
Perspektywa roku 2019 jest taka – jak odległość na Marsa , albo jeszcze dalej. Tak więc
trzeba jak najlepiej wykorzestać rok 2009! Poza koszykówką mam trzech wnuków . Dwóch
w Polsce i jednego we Francji. Jest to chyba jeszcze cudowniejsze niż sport! Może powoduje
to mój wiek? Tak czy inaczej – jestem szczęśliwy!
Siedemdziesiątka to wiek , aby w "loży szyderców"
oglądać mecze koszykowki z Witkiem K.