Filozofia basketu czy nasza wygoda i sposob na zycie ?!

Proza sportowego życia!

     Kiedy w styczniu 2003 roku zaproponawano mi, po dwuletniej przerwie prace
z zespolem koszykarek EAC – mialem wiele watpliwosci czy sie tego podjac.Majac
54 lata , wiele klopotow zdrowotnych powinienem powiedziec nie. Mialem wygodna
posade dyrektora sportowego klubu , stosunkowo małą odpowiedzialnosc i duzo
wolnego czasu. Nie zyskujac nic  i nie mogąc  zrobic wiecej ,niz zrobilem do tej
chwili – powinienem być stanowczym.
     Stalo sie inaczej. Dałem sie namówic na 7 ostanich spotkan. Przedostanie miejsce
w tabeli , niezly zespól , perspektywa paru kryzysów zdrowotnych. Staralem sie
przekonac Prezesa Klubu pana Pringuet , ze jestem ,starym , wypalonym i zmeczonym
człowiekiem. On podszedł do tego inaczej i stwiedził , że to bedzie moja silna strona.
     Wygralismy 6 z 7 meczów i moglem powiedziec :nigdy wiecej. I tak naprawde
myślalem. Mój szef jeszcze raz mnie "podszedł". Stwierdzil , ze może brakować pieniedzy
na dyrektora klubu, a napewno bedą dla trenera I zespolu. Pracowałem dalej. Szło nam
nie najgorzej – na koniec sezonu 5-6 miejsce w rozgrywkach I ligi francuskiej. Uważałem,
że z młodszym trenerem zespol było stac na wiele wiecej. Tej tezy nie potwierdzał mój
pracodawca. Potrzebny mu był ktoś z doswiadczeniem , "spokojny" , który poprowadzi
zespół bez fajewerkow, ale i bez  większych problemow wewnetrznych.
     Jako trener osiągnołem to co mi sie marzyło – dużo wczesniej i w warunkach bardziej
skomplikowanych – w Polsce.
     W połowie lat osiemdziesiatych mielismy w Koszalinie dwóch sponsorów, co nalezalo
w tym czasie w Polsce do rzadkości. Jeździlismy po calej Europie. Gralismy we Francji ,
Holandii , w Czechoslowacji , NRD , na Wegrzch w dawnej Jugoslawi , Bułgarii i na Litwie.


Foto wl: Co robić dalej?

     Zdobylismy 3 krotnie mistrzostwo Polski w różnych kategoriach wiekowych , dwa razy
zasmakowalem z zespołami awansu do ekstraklasy. Prowadziłem szkolenie centralne
w ramach PZKosz , bylem trenerem odpowiedzialnym w radzie trenerow ZG AZS za pion
żenski i przez 2 lata uczestniczylem w Radzie Trenerow PZKosz.
     Jednego czego pragnalem to spokoju.  Od 2006 roku zaczalem sie interesowac swoja przyszla
emerytura. W tym samym czasie otrzymalem kolejna propozycje trenerską – znowu
w EAC Evreux. Ja były twardy trener (niektorzy mówili o mnie Somoza) stalem sie zbyt łagodny. 
     Dlaczego stajemy sie bardziej lagodni? Co powoduje , ze ucieka z nas powietrze? Co nami
kieruje w naszych wyborach?


Foto: Czy nie za lagodnie?

     Chyba zdajemy sobie sprawe z tego , że nasz czas juz mija. Brak nam dawnej energii ,
stanowczosci , błysku i pewnosci siebie.  Nasz wiek mówi nam , że jestesmy na równi pochylej
i schodzimy coraz niżej.
      Jest to trudne , bo można przekroczyc cienką bariere, za  która jest już tylko wrak trenera.
Gracz powinien czuć szacunek dla naszego wieku, a nie litość. 
     Tadziu Aleksandrowicz nazywa to bardzo poetycko: zmęczenie materiału. Tylko , że ten
"zmeczony material" niczego innego  w życiu nie potrafi robić. A żyć trzeba. 
      Możemy byc potrzebni inaczej. Jako menadzerowie , dyrektorzy klubów , odpowiedzialni
za szkolenie mlodzieży i młodych trenerów. Nasze doświadczenie  musi zastapic  nasze "ja".
Zamiast dynamiki i stanowczosci  –  dyplomacja (?).
     Pamietam  jak byłem młodym trenerem  (tak było !), cieżko bylo komuś wskazać moje błędy.
Czesto sie buntowałem. Ale byli tacy co mogli to bezkarnie czynic. Gdzie, wiec jest (był) problem?
W sposobie dotarcia do młodego trenera. Z szacunkiem przyjmawałem uwagi "wielkich" – jak
Zygmunt Olesiewicz , Ludwik Mietta, Henryk Langierowicz czy Zdzisław Kassyk. Ale słuchalem  też
cicho uwag Marka Grendy z Poznania  czy Miecia Szydlowicza ze Szprotawy. Pokora jest matką
naszych sukcesow. Ale trzeba byc również stanowczym i pewnym swojej filozofii.  Nawet wtedy
kiedy nie mamy racji. Nie musimy sie do tego przyznawac. Ale musimy o tym wiedziec.
     Zawsze uważałem , że za porażke odpowiadam ja. Przy zwyciestwie trzeba umieć znaleźć
kogoś – kto sie do tego przyczynił bardziej niż my. Nie jest to łatwe. Ale za to daje gwarancje
postepu. Najłatwiej powiedzieć , ze przegralismy przez  X Y Z , przez Prezesa ,dzialaczy itd.
     Czesto oczekujemy szacunku innych. To my  decydujemy o tym, czy ktoś nas szanuje.
Musimy pracować na to latami ,a wynik może byc różny. W Naszym zyciu "po trenerce" nie
możemy  zamęczać naszych współpracowników naszą przeszłoscią. Musimy to robić skromnie
i z wyczuciem. Starajmy sie widziec sukcesy u innych. Zapracujmy na naszą godną starość!

  

                                                      foto wl: Obraz zaczyna sie zacierac !

     Czesto sie dziwię , że robię coś – o czym nigdy nie myslałem. Pisze bloga!
Jest to znak z "góry" , że trzeba sie spieszyć – a warto zostawic coś po sobie.
Są to tylko moje przemyślenia. Nikt z nimi sie nie musi zgadzać. To też uważam
za sukces. Uczyć sie można na dobrych uczynkach jak i na błędach innych.
     Nie panikuję , ale powinienem to pisanie przyspieszyć! Zawodzi pamieć ,
i wzrok coraz słabszy. Tylka ta sama miłość do tej pomaranczowej kulki została!
     

A wiec, co mam robić ?

Dodaj komentarz

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij