Trenerem jestem od wrzesnia 1970. Co prawda, wcześniej prowadziłem
zespół piłkarzy z "budowlanki" przy ul Krasickiego w Koszalinie. Robiłem to dla
wspaniałego pedagoga Pana Frąckiewicza – w tym czasie – Dyrektora tej szkoly.
Wywalczyliśmy tytuł mistrza województwa szkół budowlanych. Finał odbył się na
stadionie 650-lecia w Slupsku! Miła pamiatka i wspaniałe wspomnienia!

Foto wl Moje pierwsze zwycięstwo – stadion 650-lecia w Słupsku !
Później prowadzilem zespół młodych koszykarzy w Szkole Podstawowej Nr 11
przy ul Falata. Namówil mnie Jurek Olejniczak, a ułatwił Bolek Kozakowski – nauczyciel
w-f w tej szkole. Bylo mi cieżko – bo ciągle myślałem i udzielałem sie społecznie
dla ukochanej pilki nożnej. Po roku "przekupil" mnie i wciągnął do " babskiej "
koszykówki Czarek Cieslak. Bardzo dobry trener , który wychowal chyba
najlepszą zawodniczkę w kraju po wojnie – Bożenę Sędzicka ( z domu Wołujewicz).
On też byl nauczycielem koszykówki dla Ewy Wojciechowskiej , Ani Solis , Danki
Pileckiej i wielu innych.

Foto wl: Często mu zdrowo zazdrościłem!
Zacząłem od pracy z drugim zespolem koszykarek gdzie graly Ewa Olszewska,
Aleksandra Kraszewska i Bozena Sekrecka! ,
Pierwszy mecz, po kilku treningach graliśmy z "Ogniwem"- II w Szczecinie
i pamietny wynik: 81-18! Bylem załamany. Od pazdziernika 1973 roku zacząłem
selekcję do przyszlego zespołu wielokrotnych Mistrzyn Polski w kategoriach
młodzieżowych. Testowałem z pomoca mojego pierwszego asystenta Janusza
Mroczkowskiego ok. 430 dziewczat z koszalińskich szkół. Na wiosnę 1974 zostalo
ich juz tylko 40. Prowadzilem lepsza grupę z pomocą Janusza, a drugi zespół byl pod
opieka bylego pilkarza Baltyku i mojego brata Mateusza (to on zamontowal na sali
przy ul Chopina dodatkowe 6 tablic – chyba są tam do dzisiaj).

Foto wl: Mateusz Curyl i Janusz Mroczkowski w Wałczu (1975 r)
Oficjalnie zespół rozpoczął treningi 4 wrzesnia 1974. Jakim bylem trenerem?
Moja wiedza o sporcie to doswiadczenie lekkoatlety i pilkarza nożnego. Koszykówka
troche się od tego różnila. Myślę , że wlasciwie wykorzystalem doswiadczenie z tych
sportów. Moim nauczycielem w SP Nr 7 byl Leszek Wojciechowski – dla mnie najlepszy
trener od pilki noznej jaki pracowal w Koszalinie (KS Gwardia). Pozniej był on jednym
z zalożycieli AZS Koszalin (8/10/1968).

Foto wl: Klub , któremu zawdzięczam wszystko!
Inny , równie dobry trener od "kopanej" Lubomir Kolarz – trenował mnie
w WKS "Plomien" Koszalin , gdzie szefował pan Smolik. Pan Kolarz później byl
wizytatorem w kuratorium i wieloletnim dzialaczem SZS ,który tak wiele pomogl
mi w mojej pracy!

foto wl: Pani Maria Grodecka – SZS K-lin.
Szefem SZS byla niezapomniana pani Maria Grodecka , u której bylem pracownikiem
w biurze ZO SZS w Koszalinie. To ona mobilizowała mnie i pomagała mi, w współpracy
z koszalińskimi szkołami. Zwalniala mnie na wyjazdy – na zgrupowania i mecze.
Dyplom instruktora koszykówki zdobylem, gdy byłem już brązowym medalistą Mistrzostw
Polski Szkół Podstawowych (SP Nr 10 w 1977r. w Koszalinie).
Trenerem II klasy zostałem w 1979 r ! Kilka tygodni później urodzila się moja
druga córka Agata, a po kolejnych 4 tygodniach – byliśmy złotymi medalistami Spartakiady
Młodzieży w Toruniu. Szefem WFS w Koszalinie był w tym czasie Marian Kandziak.

Foto wl: Po 5 latach pracy zapowiedziane (wymarzone) – ZłOTO !
Ciagle bez odpowiedzi na pytanie: jakim bylem trenerem. Bylem pasjonatem
basketu. Pomogli mi w tym Marek GRENDA (Poznan) i Mieciu SZYDLOWICZ (Szprotawa)
Gralismy razem kilkadziesiat meczów i turniejów. Wiele godzin nocnych rozmów ,
jakze owocnych dla mnie. To byli ludzie cudowni. Jak oni potrafili rozmawiac o koszykowce?
Rozkladąc ją na czynniki pierwsze, podawali mi ją, jak malemu dziecku na dloni
– prostą i zrozumialą.

Foto wl: Skromni trenerzy nie pchali sie do zdjec! Olimpia – zespol Marka Grendy !
Moja przygoda z koszykówka jako zawodnika byla krótka i uboga. Kilka minut gry
w meczach juniorów Baltyku pod okiem najlepszego "srodkowego" -pana Jana
Jankowskiego. To od niego nauczylem sie stwarzania atmosfery spokoju przed
waznymi zawodami. Raz gdy jechalismy pociagiem na mecz do Gryfa Slupsk dał
mi 20 zl i poprosił, abym dał je maszyniscie lokomotywy za nie uzywanie
gwizdu w czasie jazdy – bo Julek jedzie dzisiaj pierwszy raz pociagiem i może się
wystraszyc! Opowiadalismy o tym później przez wiele nastepnych lat.
Andrzej Fusek – kolejny fanatyk basketu , gdy pracowal w Brzegu stosowal metode:
tylko twardziele zostają w zespole! Treningi byly cieżkie i wiele dziewczat tego nie
wytrzymywało. Zostawały najsilniesze. Starałem się ostrożnie go nasladowac!

Foto: Tadeusz Hucinski – perfekcja w technice i obrona!
Tadek Hucinski (ten od ciastek w Limanowej) byl profesjonalistą , jezeli chodzi
o technikę. Ustawienie stop , rąk i każdy ruch był wymagany z dokladnoscia do 1 cm.
Dlugo mnie ( nie tylko) to śmieszyło. Dopiero po latach doszedlem do tego , że ma
rację. On to wiedział, może z wlasnego doswiadczenia , może z literatry fachowej
(hm, amerykanskiej). Ja doszedlem do tego po kilku nastepnych latach (bezpowrotnie
straconychdla szkolenia). Bylem mądrzejszy – jezezli chodzi o obrone – uwierzylem
Tadkowi od pierwszej naszej rozmowy. I dobrze zrobilem. Wielu twierdzi(ło) , że to był mój
silny element koszykowki .
Andrzej Kuchar wykładowca AWF we Wroclawiu wpoił mi umiętność doboru "takt
yki"
do skladu osobowego. Podczas moich "nauk" na Studium Trenerskim na Dolnym Slasku,
powtarzał nam do znudzenia: dobierz grę do zawodników, a nie usiłuj ich zmuszać do
gry czegoś – czego grać nie moga.
Od pana Henryka Langierowicza nauczylem sie "chytrosci" w prowadzeniu zespołu.
To bylo dla mnie najtrudniejsze i myślę , że do końca ,nigdy tego nie osiągnąłem.
Czesto podziwiałem zespol z Pabianic , gdzie trenerem byl pan Henryk. Podobne
cechy mial kolejny "wielki" zenskiej koszykowki pan Józef Zylinski z ŁKS-u Łódź.

foto: Pan Jozef Zylinski – ŁKS Łódź !
Pan Rudelski z Gdańska to legenda. Juz pisałem o nim wczesniej. Staral sie
utrudnić grę przeciwnikowi, aby to on mial problemy z jego zespolem, a nie odwrotne.
Slynne przepompowywanie piłek, pastowanie parkietów i "dogrzewanie" hal to tylko
niektore "numery" Pana Rudelskiego. O słynnynnej wypowiedzi kolejarza już pisałem
wcześniej. Znał on koszykówke na wylot!
Wilkasy – to baza zespolow AZS-owskich. Spędzilem tam raz wakacje z nastepnym
"wielkim" – trenerem slynnych "czarodziejów z Bielan" – Zygmuntem Olesiewiczem
(AZS AWF W-wa)!
To on skarcił mnie na poczatku mojej "kariery" podczas ME kadetek w Szczecinie
w 1976 r. Sprowadził mnie na ziemię i pokazał mi, gdzie powinienem iść. Dokonał on
wiele poprawek w mojej koszykarskiej edukacji. Od niego przejąłem tzw "małe gry" jako
podstawę koszykówki. Mówili o tym wszyscy , ale on to "czuł" najlepiej.Mówiąc o tym
zawsze byl podeksytowany. Czułem , że jest to coś bardzo ważnego.

Foto: Wisla Krakow i kadra Polskich koszykarek
– to praca pana Ludwika Mietty!
Teraz IKONA – Ludwik Maria Miętta! To jego i zespół Wisly Kraków kobiet
(chyba 17 razy mistrz Polski) śledzilem przez kilka lat . Gdy poznałem troche lepiej
basket – odważylem sie pierwszy raz na rozmowe o koszykówce z panem Ludwikiem.
Nogi z waty . Dobierałem słowa , aby się nie zblaźnić z wiedzy o baskecie. Okazalo się ,
że tylko z dystansu byl tak niedostepny. Ale mimo wszystko , jego precyzyjna wiedza
mnie paraliżowala. Wiele wody upłynelo w Wiśle i Dzierżęcince (Koszalin) – zaczym te
lody przełamałem.
Wiec jakim byłem trenerem? Pytanie ciagle bez odpowiedzi! Czesto słyszy sie opowieści
o trenerach i ich cudach. To nie oni tworza te mity. Robia to Ci , którzy nigdy jako prawdziwi
trenerzy nie pracowali. Są ciagle z boku i próbuja niepotrzebnie zwracać na siebie uwage.
Sam trener nie zrobi nic – bez pomocy dzialaczy – przyklady? Proszę! Co ja bym zrobił
bez Witka Krochmala (dzisiaj pracownik biura AZS). Co by zrobil Bronek Wisniewski
(AZS Poznan- kobiety) bez Józka Martyly? Co by począł slynny Ziuna (J Zylinski) bez
Jana Malesy? Co Spójnia Gdańsk znaczyła bez Mietka Krawczyka? W kadrze żenskiej taka
funkcje pelnił przez kilkanascie lat Leszek Pujdak (dzisiaj koszalinianin).
Takich bezimiennych działaczy są setki. Sa jeszcze masażyści np Stasiu Picheta
z AZS-u Katowice i kadry Polski. Pracujac w AZS-sie Koszalin (lata 80-te), mialem problem
z kontuzją Agaty Janickiej (dzisiaj wiceprezes KSKK!)! Zadzwonilem do Staszka
– do Katowic. Nazajutrz byl już w Koszalinie .Postawil diagnoze (słuszną) , opatrzył
Agate i wrócil do Katowic . Agata zagrala kolejny, wygrany mecz przez SZS AZS K-lin .
Stasiu nie chcial nawet zwrotu za przejazd. Czy mnie by bylo na to stac? Niewiem!
Mity są piekne , dodają sportowi kolorytu. Ale nie zawsze są prawdziwe. Kilkanaście lat
temu AZS Koszalin wygral wazny mecz w ostatniej sekundzie! Bylem na tym spotkaniu.
Czas Jurka Olejniczaka (popularnego Oleja) – zostaje 2 sek. – i mówi do zespołu: musicie
to wygrac! Wszyscy coś próbuja podpowiedzieć a czas sie kończy. Sędzia daje piłkę Rysiowi
Razikowi. Zaczyna odliczac "swoje" 5 sek. Rysiek troche panikuje i rzuca pilkę na kosz przeciwnika
sporym lobbem! Przerażenie! Nie wiadomo skąd pojawia sie w powietrzu , niczym pilot
szybowca pupil koszalinskiej publicznosci -Leszek Dolinski . Zgarnia tą pilkę z pół metra nad
obręczą i atomowy wsad! Na sali szał! Cos niesamowitego!
Nazajutrz wszyscy nieco zmęczeni i ospali po "nocnych" rozmowach o tym spotkaniu
dowiadujemy sie , że tą wspanialą "taktykę" wymyślil cudowny Jurek , ktoóy to również
dyskretnie potwierdzał. Po latach w rozmowie z Ryskiem dowiedzieliśmy sie prozaicznej
prawdy – był to czysty przypadek. Czy sport nie jest piekny? (Jurek Olejniczak – twórca
sukcesów męskiej koszykowki w Koszalinie, pracowal rownież w Śląsku Wroclaw
i Bobrach Bytom. Taka koszalinska "ikona" basketu. Mistrz od "bajerowania" dzialaczy.
Dlugo pracowali razem z drugim Jurkiem – niezyjacym juz trenerem Rudzinem!

Foto wl: Jedyna pamiatka po wspanialym koledze Jurku Rudzinie
– pracowal ciagle dla J Olejniczaka ! Chyba niedoceniany !
Legendy są piękne. A tu trening lub mecz i czoło w czoło stajemy ze swoimi wojownikami.
Jak beda pracowac , co dzisiaj zagraja? Prosze mi wierzyć – czesto jest to loteria! Wygrywamy
mecz – wykonujemy zmiane graczy , prosimy o dokladność w grze , planujemy jakąś
zagrywke dwojkową. Trafiamy – jestesmy na ustach wszystkich! Zrobimy to dwa razy
pod rząd – tworzą sie legendy! I nawet 4 kolejne porażki tego nie zmienią. Jakie to piekne!
Dzisiaj moja trenerska droga dobiega swego końca. Pozostało mi jeszcze dwa lata
kontraktu w VBW GTK Gdynia. Jakie one będą – zobaczymy.

foto wł: Jeszcz trochę i słońce się schowa (w wodach Bałtyku)!
Jakim bylem trenerem? Teraz łatwiej Wam bedzie odpowiedziec. W sporcie tak jak w życiu
trzeba mieć też trochę szczęścia. Ja je mniałem. Myślę , że to jest ta szczera , szara prawda
o naszej pracy , o naszych sukcesach i niepowodzeniach. Ja mam zasadę: zawsze wygrywa zespół!
Przegywa ten szary, mały trener – to znaczy – ja !
Jezeli potrafimy zrozumiec, że to MY przegraliśmy
– wygramy coś w przyszłości !
Jezeli winni są zawsze inni – będzie nam ciężko !
Wybór należy do nas!