Internetowe podróże!

Czy warto prowokować ?

     Pod koniec stycznia 2007 r  zacząłem pisać na swoim blogu. Miałem poważne
klopoty zdrowotne. Chciałem szybko spisać swoje sportowe życie. Były to praktycznie
pierwsze slowa po polsku  – po ponad 15 latach. Ciężko szło mi to pisanie.Zresztą
jeszcze dzisiaj mam male problemy.
     W połowie lutego 2007 roku wiedzialem o swoim zdrowiu, że to jeszcze "nie to"
Odetchnąłem i jednocześnie marzyłem o jak najszybszym powrocie do Polski. Wróciłem
natychmiast ,po ostatnim meczu ligowym swojego zespołu we Francji. W kraju czułem się
znakomicie. Kolega Boguś Kowalski z AZS Koszalin, mówił, że będzie mi ciężko, bo nie
znam  polskiej rzeczywistości. Bagatelizowałem jego uwagi.

  Stanowcze NIE z ratusza!
  foto wl: Ja w moim ukochanym mieście!

     Pierwszy zimny prysznic, to rozmowa z Prezydentem Koszalina. Chcialem rozmawiać
o żeńskim baskecie w mieście. Był to tylko mój 30 minutowy monolog. Na koniec jedno
slowo mojego sluchacza – NIE!
     Znalazłem poważnego sponsora – BEMO MOTORS z Poznania. Później  wraz  z moimi
wspólpracownikami znaleźliśmy kolejnych kandydatów  do utrzymania kobiecej koszykowki
w Koszalinie. Klub wystartował w I lidze . Radził sobie lepiej niż dobrze. Juniorki starsze
dotarly do finałów MP. seniorki przegrały nieznacznie walkę o nową I ligę centralną.
A Miasto dalej milczało.

  Sfermentowane soki?
  foto wl: Z czego ten Witek Krochmal (AZS Koszalin) tak się cieszy?

     Pewnego razu zadzwonił telefon z Gdyni z propozycją spotkania. Z Prezesem Mieczyslawem
Krawczykiem znamy się "od zawsze". Kiedyś najlepsze koszalinianki szły do Spójni Gdańsk.
Teraz ja poszedlem do Gdyni. Dzisiaj nie żałuję tego kroku. Balem się (i boję się dzisiaj)
o swoje zdrowie. Jest z nim nie najgorzej. W klubie czuję się coraz lepiej. Coraz więcej osób
toleruje "nastolatka’ z Koszalina. Mam też kolejnego (po prezydencie Koszalina) swojego
"miłosnika" – tym razem w Gdańsku.

  Drugi start w Polsce!
  foto: Niechciany klub w Koszalinie, a jak jest dzisiaj?

     Nie mogę narzekać, bo przez 17 lat we Francji nie miałem takich problemów. Ale dużo
mówiono  mi o "polskim piekielku" i "bezinteresownej zazdrości". Zarzucano mi objęcie
funkcji trenera kadetek (r. 1992). Faktycznie, dlugo czulem się z tym fatalnie. Nie znalem
do końca sytuacji z ta grupą dziewczyn.
     Dopiero kilka dni temu poznalem całą prawdę i czuję się częściowo "rozgrzeszony".
Ale mój wielbiciel z Gdańska wie swoje i umila mi życie na Wybrzeżu, najlepiej jak potrafi!
Dla niego jestem "ten Curyl". Może doczekam dnia, kiedy będę tylko Curylem. Chcialbym,
aby tak się kiedyś stało.

  Gerard w polsce!
  foto wl: Gerard Pringuet – moj szef z Evreux w Gdańsku!

     Kilka dni temu odwiedzil mnie ,mój prezes klubu z Francji. Dużo mówilem mu o swojej
pracy i o swoich"przyjacielach". Zapytał czy nie chcę wrocić nad Sekwanę? Odpowiedzialem
stanowczo – nie i zaprosilem go na kolejną wizytę w Polsce.
     Teraz o internecie, którego jestem więźniem. Często czytałem o selekcji do grup
młodzieżowych.Sporo wypowiadających się uważało, że ta selekcja jest mało solidna.
Dzisiaj to ja odpowiadam, za poszukiwania kandydatek do szkolenia centralnego.
     Pamiętając o krytyce poprzednich poczynań, staram się to robić najlepiej , jak
można to zrobić dzisiaj. Mam okolo dziesięciu kolegow, którzy sa obecni na większości
turniejow i zawodow szczebla centralnego. Pojawiiają się również na zawodach niższej rangi.
Każda z ponad 20 zawodniczek z rocznika 1994 obserwowana byla więcej niż czterokrotnie.
     Nie kończąc obserwacji 15-latek, zaczynamy rozpracowywanie rocznika 1995. System
naszej pracy jest aprobowany przez szefa wyszkolenia PZKosz Kazimierza Mikołajca.
Grupa młodych trenerów, którzy ze mną wspólpracują – to prawdziwi fanatycy basketu
i bardzo dobrzy szkoleniowcy.
     Muszę uczciwie powiedzieć, że jestem mile rozczarowany dużą grupą dobrze wyszkolonych
zawodniczek. Stoi za tym dobra praca szkoleniowa ich trenerów w klubach. " Ten" Curyl
i inni "wiekowi" trenerzy niedługo naturalnie odejdą na sportową emeryturę. Myślę, że zastąpią
ich młodzi "bojownicy", o dużej wiedzy i pragnieniu odniesienia sportowych sukcesów.
     Prosilem bardzo dobrego trenera o napisanie swoich przemyśleń na temat basketu.
Odpowiedział, że nie warto, bo wszyscy wiedzą to lepiej niż on i narazi się tylko na krytykę.
Potrafię to zrozumieć – jest jeszcze "dość" młody i chce jeszcze pozostać na szczytach polskiej
koszykowki.
     Ja też się boję anonimowej krytyki. Piszę bo mam przeczucie, że ktoś musi prowokować
dyskusję o szkoleniu młodzieży w Polsce. Staram się nikogo nie krytykować i nie oceniać.
Wiem, że wiele osób mnie nie lubi. Przyjemnie jest być lubianym. Ale silniejsze we mnie
jest pragnienie sprowokowania dyskusji o ukochanej koszykówce.
     Nigdy nie twierdzilem, że mam rację (nawet na temat modnej ostatnio "strefy"). Gdybym
to ja ciągle był na górze, to mialbym może więcej reprezentantek kraju niż np. Szprotawa?
Jestem jednym z wielu trenerów w Polsce, który kocha to co robi. I nic więcej!

Piszcie w komentarzach o talentach, których jeszcze nie znamy!

 

 

Dodaj komentarz

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij