Ach, te piłki!
Pamiętam jeszcze skórzane i sznurowane piłki do koszykowki. Później nastała
era piłek „bułgarskich” – wykonanych z plastiku, twardych i często nieforemnych.
Były bardzo dobre do nauki kozłowania. Piłkas raz odbijała się w lewo raz w prawo.
Takimi piłkami trenowała moja pierwsza grupa treningowa w 1974 roku.
Małgosia Wołujwicz (Czerlonko), ktora rozpoczęła treningi trzy tygodnie później
od swoich loleżanek – musiała trenować piłką do siatkowki (kolorowa Mikasa).
Poprostu miałem mało piłek. Cała drużyna zazdrościła jej tej piłki.
Na nogach zawodniczki miały zwykłe, granatowe trampki.Później ukazały
się tzw „Polsporty” – namiastka skorzanego obuwia do koszykówki. Miały jedną
wadę. bardziej nadawały się doślizgania, niż do gry w koszykówkę. Marzeniem
było grać w trampkach chińskich. Był to przejaw luksusu. Można je było kupić
w Czechosłowacji na Węgrzech i Bułgarii.
W 1981 roku gościliśmy zespół z Francji – Nuits St Grogrges. Po turnieju
zawodniczki zostawiły nam swoje używane adidasy! To była „ameryka”!
Po awansie do ekstraklasy kupiliśmy dziewczynom 6 par nowiutkich adidasów.
Kosztowały ok. 10 moich miesięcznych wynagrodzeń!
Koszulki i spodenki to już calkowity folklor. często sami malowaliśmy na nich
numery, nazwę klubu i imiona dziewcząt. Po awansie do I ligi otrzymaliśmy
komplet koszulek , spodenek i dresów firmy ADIDAS od węgierskiego klubu
z Szarvas, gdzie grały dwie nasze zawodniczki: Wioetta Łotysz i Gosia Kujawa.
Jak jest dzisiaj wiemy najlepiej.Czy zyskała na tym nasza koszykówka?
Napewno jest bardziej estetycznie i zdrowo.
Dzisiaj zamiast pomarańczowych piłek – mamy pomarańcze, o których
nasze zawodniczki mogły tylko pomarzyć. Czasami przed świętami komuna
rzuciła na rynek trochę pomarańczy czy babanów. Już tydzień wcześniej
w TVP mówiono , gdzie znajduje się statek z tymi owocami i za ile dni wpłynie
do portu w Gdyni!
Jak zmieniają się nasze marzenia!?