Na razie silne zachmurzenie!
Marzy nam się słońce. W Budapeszcie – w pierwszy dzień turnieju świeciło
ono tylko gospodarzom. Podobno od 12-go sierpnia w Grecji nie przewidują
opadów.

foto wł: Węgierski Parlament nad Dunajem wygląda dostojnie!
Dla mnie osobiście to było prawie zaćmienie słońca. Stan przedgrypowy,
wiele czasu spędzone w łóżku hotelowym, posiłki w papierowych naczyniach
i wyjścia tylko na treningi i mecze. Smutny pobyt!

foto wł: Dawid Mazur przed pierwszym meczem był uśmiechnięty – później
było gorzej!
Pierwszy mecz – to dramat! Ledwo udało się nam obudzić zespół
w odpowiednim czasie przed meczem. Prawdziwe obudzenie nastąpiło chyba
dopiero w I kwarcie, przy wyniku 19 – 4! Później było nieźle, zabrakło paliwa
w ostatnich 6 minutach meczu.

foto wł: Radek Szwaja rozmyślał o drugiej bliźniaczce (gdzieś się zapodziała)
Drugi dzień, to godzinny trening rano i mecz z Czeszkami po południu.
Przygotowaliśmy chyba nieźle to spotkanie. Dobra gra , kilkanaście punktów
przewagi (do 30 minuty meczu) – nic nie zapowiadało dramatu. Tak jak Czeszki
– graliśmy całą dwunastką. Ostatnie 10 minut – to szukanie powietrza jak
przedświąteczne karpie (współczuję tym biednym rybom).

foto wł: Karolina Puss – mile wspomina ubiegloroczne finały MPJ!
Ostatni dzień pobytu i wydawało się łatwiejszy pojedynek ze
Słowaczkami. Pobudka o godz. 6.30, śniadanie i o g. 9.30 mecz.
Wcześniej musieliśmy opuścić hotelowe pokoje. Relaks w hotelowym
holu i wymarsz na zawody.
Przewidywania się nie sprawdziły. Znowu nieznaczna przewaga
naszych dziewczyn, w pierwszej fazie spotkania i te same klopoty
w końcówce (zdrowie). Było trochę nerwów i nadziei – w efekcie
trzecia porażka.

foto wł: „Ostatnia wieczerza” polskich kadetek (w 2009 roku)!
Po zawodach powrót na hotelowy hol i oczekiwanie na autobus,
który nas odwiózł na lotnisko. W samolocie obowiązkowa kanapka
i o godz. 22.00 – przyjazd do hotelu IBIS w Warszawie.
Dla mnie dopiero zaczęła się przedsylwestrowa przygoda. Już
wyjazd z Koszalina na turniej w Budapeszcie zaczął się „ciekawie”.
Pani z PKP sprzedała mi billet na pociąg , który nie kursował. Kleiłem
wyjazd przez Stargard Szczeciński (nie widziałem tam trenera Krzysia
Koziorowicza), Piłę i Bydgoszcz (Krzysiu Janik szykował się do Balu).
Po 13 godzinach dotarłem do naszej stolicy. Teraz powrót. Uciekł
mi w Sylwestra ekspress o g. 4.30 i pojechalem TLK (TGV) o godz. 5.50.
Jakie ździwienie w Gdańsku, gdzie zobaczyłem , że TGV (TLK) dogoniło
ekspress. Żeby tylko woda nie zamarzała i nieznaczne opady śniegu
w przedziale – to pomyślałbym, że to nowa szybka kolej chińska.
Z Gdyni do Koszalina jedzie się SKM jak sauną. Z przesiadką
w Słupsku – na dworcu – gdzie uparli się i nie sprzatają go od roku.
W Koszalinie byłem o godz. 16.00. Wieczorem w Sylwestra zasnąłem ze
swoim wnuczkiem przed godziną 22-gą. Obudziłem się w Nowym Roku!

foto wł: Oby do wakacji!
Szczęśliwego Nowego Roku 2010 (z PKP)!