Grecy kochają koszykówkę!
Naładowani wiadomościami o greckim kryzysie wszędzie go szukaliśmy.
Napewno było droższe paliwo i drożej w sklepach. Mieszkaliśmy we wspaniałym
hotelu (w pokojach klimatyzacja systematycznie wyłączana, piękny ogród
i basen).
Duże sale restauracyjne i jedzenie już dużo gorsze. Na dodatek ciągle
takie same. Miła obsługa hotelu, przystojna greczynka Aleksandra jako
organizatorka i opiekunka ekip w Ptolemaida. Miasteczko położone na
równinie, otoczonej górami.
Na pewno poziom życia w Grecji to nie Niemcy czy Holandia. Ale biedy
też nie było widać. Gdy zwiedzaliśmy Kozani widzieliśmy zatłoczone bary
i kawiarenki. Wszędzie gdzie było trochę cienia i ławeczka tam nie było ani
jednego wolnego miejsca. Działo się to wszystko w godzinach pracy Greków.
Hala sporowa na poziomie obiektu w Gdyni przy ulicy Olimpijskiej. Może
bardziej zaniedbana. Obok stadion piłkarski i bieżnia – wieczorami zatloczona
od biegaczy. Trochę dalej 50 m, kryty basen. Wszędzie dużo policji. Dbali
o nasze bezpieczeństwo.

foto wł: Działo się to po przegranym meczu z Białorusią. Nie aresztowali mnie!
Sporo widzów na meczach , szczególnie w Kazani. Wszyscy naprawdę
znają się na baskecie. Nawet pani bufetowa analizowała naszą porażkę
z Holandią. Robiła też dobrą kawę exspresso. Wszędzie wokół nas rosły
słoneczniki. Nie widzieliśmy drzewek oliwkowych.
Sklepy czynne od g. 8.30 do godziny 14.00. Później 4-godziny przerwy.
Dopiero wieczorem otwierano je ponownie. Na ulicach dużo samochodów
i znaków STOP, których nikt nie przestrzegał (nawet policja, która nas
wszędzie eskortowała).
Miejscowi mieszkańcy byli dla nas bardzo mili. Gdy udaliśmy się do
apteki po zakup leku, to pani aptekarka, aby się z nami porozumieć
dzwoniła do kolegi mówiącego po angielsku. Słuchawka wędrowała od
ucha do ucha, a leku i tak nie kupiliśmy.
Powrót do kraju był bardzo spokojny. Tylko w Budapeszcie, gdzie
mieliśmy przesiadkę, samolot spóźnił się około 30 min. Podróż trwała
razem 8 godzin (wyjazd z Ptolemaidy o godz. 01.00 w nocy – przylot
do Warszawy po godzinie 09.00.
Na lotnisku Okęcie miła niespodzianka. Wita nas przedstawiciel
wydziału szkolenia PZKosz – pan Roman Skrzecz. Dziękuje nam za
„udział” w mistrzostwach i życzy dobrych , ostatnich dni wakacji.
Później już tylko podróż do miejsca zamieszkania. Ja byłem
w Gdyni ok. godziny 15.30. Ogromne zmęczenie pozwoliło na chwilę
zapomnieć o wynikach z Grecji. Od dzisiejszego ranka praca w klubie.
Jutro więcej o stronie sportowej mistrzostw!