Kto może zmienić polską koszykówkę?

Nadzieja w naszych szkoleniowcach!

     Kto wytropi w naszej młodzieży kilka talentów, w tym samym czasie
oraz jeden super talent? Będą oni grać w jednym polskim klubie. Klub ten
wzmocniony kilkoma graczami z zagranicy zacznie dominować w Eurolidze.
Pozna sie na tym „sprytny” lis z telewizji „X” i zacznie to promować.
     Inny nieprzeciętny,  cwany posiadacz środków płatniczych zrozumie,
że może to być dla niego „złota żyła” jego dochodów.
     I zacznie się koszmania w polskim społeczeństwie. Ludzie zaczną
chodzić na mecze koszykówki jak do teatru. Po prostu trzeba będzie tam
bywać. Spirala zacznie się nakręcać. Polską owładnie wszędobylski basket.
Zacznie się lawina zgłoszeń do klubów sportowych, szkółek koszykarskich.
     Nie mamy dobrych koszykarzy, kluby grają nieźle, kadra coś tam
wygrywa w ME. Liczne transmisje telewizyjne pokazują mecze nieźle
grających zawodników znad Wisły. Firma „XYZ” daje na rozwój basketu
dla PZKosz 47 mln zł. Daje też środki dla najlepiej pracujących klubów
z młodzieżą. No i co? Nic!
     Co jest lepsze dla naszej dyscypliny? Kto woli to napisane w kolorze
pomarańczowym, a kto w kolorze wiśniowym? A może zmieszać te kolory?
     Musimy podnieść poziom kultury fizycznej wśród naszych dzieci.
Przekonać do tego nasze władze, stworzyć system podniesienia na wyższy
poziom sprawności naszej młodzieży. Wtedy nasi trenerzy łatwiej znajdą
te wymarzone perełki i być może jeden wielki brylant. A później ruszy
ta koszykarska lawina. Tak było kiedyś z Fibakomanią, później z erą
Gorskiego. Od lat trwa Małyszomania, teraz sukcesy odnosi Kowalczyk.
Po drodze była Otylia Jędrzejczak. I co? Nic!
     Przegraliśmy te wszystkie batalie. Dlaczego w koszykówce może być
lepiej? Bo my mamy takie marzenia? Nic z tego nie będzie. Nie dla tego,
że my nie chcemy. Dlatego, że nie mamy systemu, który tym sukcesom
może pomóc.
     Co w takim razie dzieje się w siatkówce? Udało się stworzyć modę
na oglądanie tej dyscypliny. Jak to się zakończy – zobaczymy. Oby to był
sukces na dłuższą metę! Często wyjątek świadczy o regule!
     Nie znam się na sportowym marketingu. Żyję w polskim sporcie od 62 lat.
Organizowałem turnieje dla swoich rówieśników  w wieku 15-17 lat. Startowało
w nich po kilkadziesiąt zespołów. Odpowiadałem za kolarstwo w dawnym
województwie koszalińskim. Byłem pracownikiem PZMot i Automobolkubu
Koszalińskiego. Organizowałem rajd Monte Karlino i wyścigi kartingowe.
Pracowałem w Wojewódzkiej Federacji Sportu i ZO SZS w Koszalinie.
     Byłem działaczem ZG  AZS. Pełniłem funkcję Prezesa klubu w latach
osiemdziesiątych i w nowym wieku. Szkoliłem przez lata młode koszykarki.
Prowadziłem kadry Polski, okręgów i regionów. Wychowałem kilkanaście
reprezentantek kraju i kilku koszykarzy grających w zawodowej lidze we
Francji.
     Sport to całe moje życie. Marzę o potędze koszykówki w Polsce. Ale
jestem też realistą. Wiem, ile rzeczy musi zadziałać jednocześnie ,
aby tak się stało! Po prostu samo marzenie umrze pierwsze. Trzeba mu
ciągle, silnie pomagać.
     Łatwo rzucać frazesy, że jak zrobimy to lub tamto – to będzie „cacy”.
Na sukces o jakim marzymy musza pracować pokolenia. Musimy  w wysiłku
każdego znaleźć coś, co będzie kamykiem na budowanej autostradzie. Nie
można ciągle wszystkiego burzyć i twierdzić, że to tylko my mamy rację.
W ten sposób jesteśmy zawsze na pozycji „ZERO”!

Czy potrafimy znaleźć coś pozytywnego 
              w naszej przeszłości?

 

 

Dodaj komentarz

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij