Strefy, zasłony, wygrane i przyszłość!
Często rozmawiamy o szkoleniu młodzieży. Mówią o tym doświadczeni
szkoleniowcy i młodzi trenerzy. Pamiętam jak nie pozwalałem swoim (r 1962-3)
dziewczynom stawiać zasłon do 16 lat. Może przesadziłem. Później wiele z tych
zawodniczek rozegrało setki spotkań w kadrze Polski.
Ciekawe wypowiedzi znalazłem na stronie interenetowj Dawida Mazura. Kilka
z nich zamieściłem poniżej. Zapraszam na blog Davida:
http://www.dawidmazur.com/?p=2479#comments
Kolejną, że tak powiem „bolączką” w koszykówce najmłodszych jest zbyt
wczesne stosowanie zasłon. Nie raz byłem świadkiem, gdzie zawodnicy nie
potrafili jeszcze rzucać z biegu po „dwutakcie”, co więcej, nie potrafili
jeszcze dobrze kozłować, a już stosowali zasłony(najczęściej ruchome).
Absurdalną sytuacją był mecz w którym zawodnik rozgrywający(młodzik
starszy) wyprowadzając piłkę ze swojej połowy pasem bocznym(a jak!),
dostawał na niej 2 zasłony, od zawodników, którzy winni w tym przypadku
biegać do szybkiego ataku, zamiast tego, z przeciwnego pasa bocznego
lecieli na „zabój” stawiać rozgrywającemu zasłonę, często za nim nie
nadążając. Jak widać można i tak…Tylko jak potem, w przyszłości taki
zawodnik ma potrafić grać 1 na 1, kiedy od najmłodszych lat, dostawał
zabójcze dla jego talentu ułatwienie jakim był „screen”
stawiany zaraz po otrzymaniu piłki.
Strefa, zasłony, zbyt wczesne ukierunkowanie zawodnika na daną pozycję
(już w minikoszykówce- Jasiu, jesteś duży, w obronie stoisz pod swoim koszem,
a w ataku pod koszem przeciwnika i czekasz na piłkę(może i Jasiu przewyższa
teraz swoich rówieśników wzrostem o 10 cm, ale czy tak będzie za parę lat?)),
błędów jak wida
trochę jest i nadal będą dopóki trenerzy nie uświadomią sobie, że to nie wynik
(na tu i teraz) jest najważniejszy, a jak najbardziej wszechstronne szkolenie.
Nie można przeskoczyć kilku literek „koszykarskiego alfabetu”, i zamiast B i C
nauczać P, bo to się szybko zemści. Nie na trenerze, który i tak pewnie dostanie
nowy narybek, a na zawodniku, który „zginie” nam gdzieś w wieku juniora.
W rozgrywkach Kujawsko – Pomorskiego Związku Koszykówki absolutnie
sędziowie nie zwracają uwagi na ten typ obrony. Strefa czy nie strefa, jeżeli
sędziowie nie potrafią jej rozpoznać, to naszego Jasia można wyeliminować
spod kosza prostym przepisem o 3 sekundach w obronie
i powiedzmy sprawa strefy doraźnie zostanie rozwiązana, bo głównie problem
rozbija się o słonia stojącego pod koszem, a nie obrońców kryjących na
obwodzie (oczywiście rzut wolny lub dwa i piłka z boku, tak jak w NBA). Ja
po udrach z sędziami przestałem się tym zamartwiać i masę czasu z dziećmi
pracuję nad rzutami z półdystansu i wierzę, że kiedyś przyniesie to efekt.
Niestety „basketoświadomość” rodziców i niektórych trenerów
jest znikoma i cały czas szkoli się dla wyniku na teraz – tak jak zauważyliście;
niestety u nas jest podobnie.
Ja uprawiam radosny basket, a granie przeciwko „strefie” zmusza ich do
kombinowania i rozwijania pomysłowości w ataku; co do pewnego stopnia ma
swoje dobre strony
W rozmowie an turnieju z trenerem ze szkoły Sabonisa mówię : nie trafiają; on
mówi : przyjdzie z czasem, ja mówię są niscy, on: może urosną, kto wie. Jego wychowankowie są obecnie w wieku II klasy gimnazjum, na rzeczonym turnieju
byli w klasie 5 szkoły podstawowej, nie mieli ani jednego gracza powyżej 170 cm,
a turniej ograli w cuglach; potrafili zapakować 17 trójek w meczu. Więc technika
władania piłką i technika rzutu, a reszta przyjdzie z czasem
Ostatnio strefa spotkała mnie na turnieju w Białymstoku. Co tam
trenerzy wyprawiali, żeby udało się wygrać tu i teraz. Szok! Rozmawiałem
z jednym trenerem i zadałem mu pytanie wprost – jak możesz uczyć ich
grania zasłon na tak wczesnym etapie szkolenia (chłopcy trenują 4 miesiące).
Bardzo znany były zawodnik a obecnie trener – ” bo społeczeństwo lokalne
chce wyników…”. Ot i cała zagadka.
Moi się szarpali, walczyli, ale nie dali rady, ale i tak byłem z nich dumny.
Wiem, że jak za parę lat się spotkamy to wynik będzie inny niż ta znikoma
porażka.
Co Wy o tym myślicie?