Niebezpieczeństwo: zmiany i czasy !
Mecz w koszykówce (FIBA) trwa 40 minut. Mamy dwunastu graczy o
różnym poziomie. Teoretycznie powinno sie grac piątką przez 40 min. We
Francji często słyszy sie określenie „basket rodzinny” – to znaczy wszyscy grają ,
wszyscy zadowoleni – tylko mecz przegrany. Przed laty prowadziłem zespół
POLIGNY bardzo „rodzinny” – do chwili mojego przyjazdu. Podobnie było
w pierwszym meczu. Prowadziliśmy w drugiej połowie 14 pkt – dwie zmiany
i po meczu.
Miejscowi działacze chcieli mnie po tym meczu zwolnic. Prowadziłem ten mecz
po dwóch treningach. Wcześniej zrezygnowało kolejno dwóch trenerów. Robiąc te
nieszczęsne zmiany – mówiłem „czwórka za dwunastkę”! Po prostu ich nie znalem.
Później grało pięciu zawodników po 38 min. Wygrywaliśmy mecz za meczem.
Za plecami słyszałem uwagi , ze kiedyś to był kolektyw – grało 10 zawodników
i było dobrze. Po piątym zwycięstwie „zaczęło sie”! W tym czasie mieszkałem
w Dijon i dojeżdżałem na treningi do Poligny (2×100 km). Wchodzę na salę,
a tam pustki. Woźny mówi , ze zawodnicy są na zebraniu. Poszedłem tam. Bonjour,
a tu cisza! Prezes klubu twierdzi , że źle sie dzieje, bo zawodnicy nie grają itd. Moja
odpowiedz była krótka: grają przeciętnie po 2-3 min i uważam , ze to jest „basket
rodzinny”! Postawiłem warunek: albo będzie, jak jest albo „adiu” – jadę do siebie
na kolacje. Zostałem.
Kolejny mecz gramy u siebie, 41 pkt przewagi 31 min gry biorę czas!
Cala sala skanduje „zmiana”! Czas sie kończy , siadam na ławce i czekam na
rozpoczęcie gry. Sala gwiżdże , krzyczy, a ja spokojnie do końca meczu bez zmiany.
Trochę przesadziłem , ale tylko trochę. Po meczu zaprzyjaźnieni dziennikarze
pytają – o co tu chodzi? Odpowiedziałem: to ja decyduje o wszystkim w czasie
zawodów. Jestem tu , aby wprowadzić zespół do II ligi. Dla mnie każdy mecz to kolejny
trening w drabince do awansu. Możliwość większego automatyzmu w grze najlepszych!
I tak było do 21 meczu. Same zwycięstwa! Publiczność sie uciszyła, dziennikarze
nie zadawali mi trudnych pytań – pełna sielanka!
Później ostatni dwudziesty drugi mecz , pojechaliśmy rezerwami grali wszyscy
– oczywiście przegraliśmy! AWANS , wszyscy świętują, a Prezes klubu pyta o nowy
sezon. Odpowiedziałem – jaki nowy sezon ?
To właśnie wtedy otrzymałem wiele propozycji i wybrałem Morze Śródziemne
i Martigues. A na inne propozycje zaproponowałem Józków: Janiela i Wołowskiego!
Oboje pracowali w następnym sezonie we Francji. Janiel w Strasburgu a Wołowski
w Aix – le – Bain
W Martigues było podobnie. Miałem tam 7 zawodniczek i dwie juniorki jako
dekorację. Zaczęliśmy fatalnie – od 7 porażek. Rozgrywki (NF 1) skończyliśmy
na trzecim miejscu. W obu tych klubach miałem „sporo szczęścia” – brak kontuzji.
Szczególnie w Poligni, gdzie przez 40 min kryliśmy jedna piątką na całym boisku!
Wydaje mi sie , że szczęściu trzeba pomagać – umiejętnie sterując obciążeniami
treningowymi. Robiłem to trochę na nosa , czasami przesadzając z odpoczynkiem
– ale udało sie! Jak mówił jeden z trenerów piłki nożnej z Sianowa w latach
siedemdziesiątych: lepiej być mocno niedotrenowanym , niż minimalnie
przetrenowanym. Nie brałem tego dosłownie , ale cos w tym jest. Później często
mówimy , ze graczom sie nie chce grać. A jest zupełnie inaczej. I zawsze jest to
wina trenera.
Inny rozdział to przerwy w grze – tzw „czasy”. Często bacznie obserwuję ten
element na hali i w transmisjach telewizyjnych. 70-80 % „czasów” pomaga tym
co tych czasów nie brali. Dla mnie szokiem jest jak zespół prowadzi 4-5 pkt
i pozostała 1 min i 15 sek. i trener bierze czas! Tu procent fatalnych decyzji jest
jeszcze większy! Zawsze wykorzystują to lepiej – przegrywający. Może nie mam
racji , ale tak jest , proszę to zacząć obserwować.
Inna sprawa jest jak te czasy wykorzystujemy. Często trener powtarza: chłopcy
(lub dziewczyny) musimy! Innym razem udziela sie zawodnikom 15 rad. Po czasie
zawodnik pyta kolegi: o co mu chodzi? Biorę to z obserwacji zawodów. Często
wszyscy mówią w tym samym czasie. Kilka dni temu ogladalem mecz w telewizji.
Trener coś mówi, a jeden z zawodników wyrywa mu „deskę” i coś tłumaczy
nerwowo koledze z drużyny! Myślę , ze Mirek Noculak może to poszukać w materiałach
archiwalnych TV. Kolejny trener bierze czas i 3/4 przerwy wykorzystuje na dyskusje
z sędzia o ostatnim przewinieniu swojego zawodnika. Nikt nie robi tego idealnie , ale
musimy często zwracać uwagę na właściwe wykorzystanie tego elementu w meczu!
Im mniej gaf w naszym wykonaniu
– tym zespół będzie lepiej grał!