Trener koszykówki!
Pięknie brzmi – trener! Zaczynamy od marzenia osiągnięcia czegoś wielkiego.
Byliśmy średniakiem jako zawodnicy. Teraz pragniemy zajść wyżej niż poprzednio.
Albo inaczej – byliśmy spełnionymi zawodnikami. Dlaczego nie możemy osiągnąć
tyle samo jako szkoleniowcy?
Przyczyn rozpoczęcia pracy trenerskiej jest o wiele więcej. Każdy może opisać
swoją historię. Ja swoją pierwszą pracę „trenerską” rozpocząłem po namowie
Dyrektora jednej ze szkół w Koszalinie. Zaproponował mi przygotowanie Szkoły
do mistrzostw na szczeblu województwa – o dziwo w piłce nożnej.

foto wł: I te ortalionowe płaszcze na stadionie 650-lecia w Słupsku!
Po pół roku pracy był drobny sukces – mistrzostwo województwa! Po tej historii
Jurek Olejniczak zaproponował mi pracę z zespołem chłopców. Wcześniej prowadziłem
treningi chłopców w koszykówce (Bałtyk Koszalin). Teraz rozpocząłem pracę w SP nr 11
w Koszalinie. Pomagałem też Jurkom (Rudzin i Olejniczak) w treningach z zawodnikami
SP nr 10.

foto wł: Kartka z historii (1980r)!
W 1972 roku przyjąłem propozycję Czarka Cieślaka (MKS Znicz) i tak zaczęła się moja
historia pracy z dziewczętami i kobietami, która trwa do dzisiaj (?)! Ale dopiero w 1973 r
zacząłem marzyć o sportowych sukcesach. Zaczęła się selekcja dziewcząt z roczników
1962-3. Z 400 dziewcząt wyselekcjonowałem 40 do dalszego szkolenia. Pomagał mi mój
ŚP brat – Mateusz. Sprawy organizacyjne sprawnie prowadził Janusz Mroczkowski.

foto wł: Z Januszem Mroczkowskim po kolejnym meczu!
Pierwszy trening odbył się na początku września 1974 roku. Po trzech miesiącach
pracy rozegraliśmy pierwsze oficjalne mecze z MKS Szczecin, gdzie trenerem był Marian
Piotrowski ( w tym czasie trener szkolenia centralnego – współpracujący z Panem Januszem Mrozem). Przegraliśmy 105 – 1 i 101 – 5! Sekretarz Klubu – pan Jakub Bortnik – zaproponował
mi powrót do pracy z piłkarzami.
Pracowałem dalej. Później były trzy młodzieżowe mistrzostwa Polski, kilkanaście powołań zawodniczek do wszystkich kadr Polski i moja praca w szkoleniu centralnym (r. 193-62 i 1964).
Były też dwa awanse do Ekstraklasy – z AZS Katowice (1987) i SZS AZS Koszalin (1987).
Pracę w Polsce zakończyłem w sezonie 1989/90. Od 15.08.1990 rozpocząłem pracę w Dijon
(Francja) z zespołem CSL Dijon. Do kraju wróciłem po 17 latach – za namową ówczesnego Prezydenta Koszalina i pozostałem bez pracy.

foto wł: „Kolejna” kadra Polski z asystentem Arturem Seredynem!
To trochę przydługi początek rozważań o wykonywaniu zawodu trenera. Początek pracy to było PLANOWANIE. Co chcę osiągnąć, z kim, w jakim czasie i jakim sposobem. Kolejny etap planowania to wytyczne na sezon, plam mezocyklów i mikrocyklów. Wielogodzinne rozmowy
z trenerami Januszem Mrozem, Ludwikiem Mięttą, Zygmuntem Olesiewiczem i Zbyszkiem
Felskim.
Wielkim problemem była treść poszczególnych treningów, sposób ich realizacji i ich kontrola.
Tu pomogli mi moi koledzy, jednocześnie rywale – Marek Grenda (Poznań), Mieczysław Szydłowicz (Szprotawa), Jacek Badora (Warszawa), Gienek Spisacki (Wrocław), Jacek Rondio
(Warszawa) i Krzysztof Książek (Kraków).
Obserwacja pracy kadr Polski seniorek i juniorek to kolejny etap pracy nad sobą. Tu duży
ślad zostawiła obecność w Koszalinie reprezentacji kobiet z USA, przed Olimpiadą w Seulu.
Rozmowa z trenerką zespołu prawie mnie załamała!
Planowanie szkolenia od tego momentu stało się jeszcze trudniejsze. Trzeba było w tej treningowej maszynie widzieć proste elementy techniczne, przygotowania ogólnego i wizję organizacji gry.
Tyle na ten temat w pierwszym odcinku moich wspomnień.
Teraźniejszość!
W Polsce pozostała już tylko WISŁA Kraków! Myślę o ostatnich 40 latach. Zespół z Krakowa
ciągle walczy o najwyższe cele (szkoda , że nie z polskim trenerem). Nie ma zespołów z Gdańska,
Łodzi, Pabianic, Poznania czy Wrocławia.
Męska koszykówka w Polsce jest jeszcze słabsza. Nie ma gwiazd na parkiecie, nie ma indywidualności trenerskich wśród naszych szkoleniowców. Aby pracować w naszym kraju
trzeba być tzw „PICICEM”!
W szkoleniu młodzieży brakuje nam kierunku, w którym trzeba patrzeć. Wolimy uparcie
wmawiać graczom co powinni robić (tresura w cyrku). Ciągle chcemy pracować tak jak Litwini , Serbowie i inni. Krytykujemy Związek, władze samorządowe, działaczy. Ciemno to widzę!

foto wł: Przychodzi dzień – kiedy zostajemy sami!
Na koniec Koszalin! AZS (TBL) zmienia trenera po dwóch porażkach. Czy ktoś kontrolował jego pracę wcześniej? A może te porażki wynikały z planowanej organizacji zajęć, aby maksymalną formę osiągnąć w ważny momencie rozgrywek? Czy tak było? Nie bronię trenera,
nie atakuję Zarządu. Tylko trzeba wiedzieć dlaczego podjęło się taką decyzję!
ZDROWIA nade wszystko
– dedykuję wszystkim trenerom (szczególnie w KSKK Koszalin)!