Trener – to zawód , pasja czy tylko praca?
Jesienią 1971 roku otrzymałem propozycję pracy z grupą szkolnych piłkarzy.
Nie miałem uprawnień – miałem marzenia. Chciałem być piłkarzem, później
lekkoatletą – nic z tego nie wyszło. Z piłki „wyleczył’ mnie dr Franciszek Lech,
ówczesny dyrektor Przychodni Sportowo – lekarskiej w Koszalinie. Do biegania
namówił mnie Jerzy Dziubasik, Odbywałem serwis wojskowy w Koszalinie.
Wygrałem bieg na 3 km z kałasznikowem na plecach. Powołano mnie do szkolenia
centralnego Wojska Polskiego, które odbywało się w Jeleniej Górze.

Stadion Zawiszy Bydgoszcz w 1969 roku!
Było nas tam około 50 przyszłych biegaczy. Trenował mnie tam między innymi
Jan Mulak – legenda trenerska w tamtych czasach (r. 1969). Później miałem
półroczny epizod w „Zawiszy” Bydgoszcz. Głównym trenerem był tam mistrz
olimpijski z Rzymu (3 km z przeszkodami) – Zdzisław Krzyszkowiak, a pomagał
mu Józef Mathias. Podpadłem Panu Zdzisławowi i dyscyplinarnie usunięto mnie
z klubu. Pokornie wróciłem do swojej jednostki (nr 12 23 w Koszalinie). Później
zawiodłem Jurka Dziubasika w mistrzostwach Dywizji. Nie ukończyłem biegu, gdzie
byłem faworytem. Do dzisiaj nie wiem co się stało. Biegaliśmy w Kołobrzegu,
w okolicach plaży. A więc po piłce nożnej, kolejna klapa. Marzenia legły w gruzach.

Wygrana w finale wojewódzkim na stadionie 650-lecia w Słupsku!
I tak zostałem „trenerem” bez uprawnień w piłce nożnej. Szkoła, w której pracowałem,
została najlepszą w województwie koszalińskim. Graliśmy dalej na szczeblu krajowym,
gdzie nie mieliśmy już większych szans. Była to pierwsza, większa przygoda
ze sportem w moim życiu. Zacząłem marzyć, aby zostać „prawdziwym” trenerem.
Za kilka dni kolejny odcinek!