Kadra Zygmunta Olesiewicza!
Do Pana Zygmunta mam olbrzymi szacunek. Znam historię zespołu
„Czarodziei” z Bielan. Piękna finezyjna koszykówka. Już kiedyś pisałem
jak na I ME kadetek w Szczecinie podsumował mnie po meczu kontrolnym
z Lechem Poznań, gdzie trenerem był Kaziu Lewandowski. Grając ekipą
dziewczyn w wieku 13-14 lat z zespołem ówczesnej polskiej ekstraklasy
przegraliśmy „tylko” 22 pkt .

foto wł: Po trzech latach (1979) złoto w U-17 dla SZS AZS Koszalin w Toruniu!
Oczywiście marzyłem nie o dobrej grze , tylko o minimalnej przegranej.
Pan Zygmunt strasznie mnie zwymyślał! Mówił, że graliśmy jak zespół
czterdziestolatek itd i itd! Było mi bardzo wstyd , bo uczynił to przy bardzo
dużej grupie polskich trenerów. Później cicho dodał, że mam wspaniale
dziewczyny i nie mogę marnować ich talentów!
To wyjaśnia mój stosunek do obrony strefowej i długich ataków pozycyjnych.
Był to punkt zwrotny w mojej trenerskiej pracy. Do dzisiaj pozostałem wierny
tej filozofii uprawiania koszykówki.
Wychowało się na tym w Polsce kilkanaście reprezentantek kraju. Również
we Francji odczuwałem pozytywne skutki takiego widzenia koszykówki. W Dijon
mówiono o „wschodniej szkole basketu”. Bylem z tego dumny. Tylko, że była to
moja (Zygmunta Olesiewicza) koszalińska szkoła.

foto wł: Kadeci JDA Dijon – nr 11 Paul Storożyński, nr 8 Karim Souchu i nr 6 Moumou Kante
– wszyscy później grali w zawodowym zespole JDA Dijon!
Wracam do ME w Poznaniu, gdzie pracowałem społecznie jako facet, który
nagrywał mecze na taśmę magnetofonową informacje o kozłowaniu
i podaniach. Były tam wiadomości, ile i którą ręką zawodniczka kozłowała i jakie
wykonywała podanie.
Na tych mistrzostwach byłem świadkiem nielojalności w naszym środowisku
trenerskim. W czasie przerwy jednego z meczów reprezentacji Polski, gdy
zawodniczki schodziły do szatni – słyszałem słowa ” co on wam tam pier……i itd!
Nie mogłem zrozumieć jak można było się tak zachować, kiedy nasza
drużyna walczyła, o jak najlepsze miejsce na ME! Skończyliśmy te mistrzostwa
chyba na piątym miejscu. Wygrała je Ula Siemionowa (wzrost od 217 do 221 cm)
lub ZSRR – jak mówili inni – przed Jugosławią.
Od tego czasu jako trener, nigdy nie oceniałem pracy swoich kolegów. Wiem
jak łatwo to czynić. Mam nadzieję, że tak nie było w obecnych mistrzostwach
– w katowickim Spodku. Czynić to mogą kibice i sympatycy basketu. Naszą
pracę mogą oceniać dziennikarze i nasi przełożeni.
Na tych samych mistrzostwach poznałem nasze Haliny z Wisły Kraków, gdzie
trenerem był kolejny „wielki” naszego basketu – Pan Ludwik Miętta. Panie Iwaniec
i Kaluta – to była prawdziwa frajda dla oglądających ich basket. Ale to na inny ,
dłuższy temat.
Pamiętajmy o naszych wielkich nauczycielach!