Normalny dzień!

Tamika pojechała do Rybnika …..

     …..a juniorki VBW GTK odbyły kolejny trening, przed zbliżającymi się Mistrzostwami Polski!
Trochę udzieliła się dobra atmosfera, po spotkaniu z Tamiką Catchings. Solidny trening powinien
procentować w przyszłości. Oby energia przekazana przez Tamikę, pozostała w  zespole juniorek
jak najdłużej.

  Marta z KSKK!
  foto wł: Rok temu była podporą KSKK Koszalin , teraz broni barw VBW i Lotosu Gdynia!

     Koszykarki LOTOSU PKO BP grają w czwartek w Rybniku a w sobotę w Jeleniej Górze. Zespół
I ligi VBW , również w sobotę podejmuje ekipę z OstrowaWlkp. Juniorki GTK w niedzielę walczą
z Truso Elbląg o pierwsze miejsce w rozgrywkach strefowych. Kadetki GTK Gdynia grają kolejny
mecz z Korsarzem Gdańsk (również w sobotę). 

                             Fan LOTOSU PKO BP!
                             foto wł: Krzysiu najmłodszym (2 lata) sympatykiem LOTOSU!

     W Koszalinie trzeci mecz finału I ligi B pomiędzy zespołami KSKK i Hitu Kobylnica. Dwa pierwsze
spotania wygrał zespół z Kobylnicy. W ostatnim meczu koszykarki KKSKK Koszalin dzielnie walczyły
z bardziej doświadczonym zespołem z Kobylnicy. Czy w Koszalinie możliwa jest niespodzianka?Obie
drużyny wystąpią w turniejach barażowych w walce o awans do wyższej klasy.

                  Przyjacielskie spotkanie!
                  Powodzenia Włodku! (tak było kiedyś)

     W Gdańsku miejscowy AZS UG spotka się z zespołem  ze Wschowy. Wygrana przybliży
go znacznie do utrzymania się w I lidze A!

Niech wygrywają najlepsi!

 

Wygrać z samym sobą!

Fakty i pozory!

     Sport to jest poezja! Czy dla wszystkich? Koszykowka pasjonuje miliony ludzi
na kuli ziemskiej. W Polsce jest średnio popularna. Króluje piłka nożna i siatkówka.
Czegoś nam brakuje w naszej ukochanej dyscyplinie. Aby to zmienić potrzeba lat
lub  małego fenomenu, który zrobi to natychmiast. Czy natura obdarzy nas takim
specejalnym sukcesem?

  Wielka Tamika!
  foto wł: Tamika Catchings wśród mlodych gdynianek!

      W Gdyni dzieje się coś ważnego – bez względu na osiągane wyniki. Gości u nas
gracz, ktory wygląda na kogoś z innej planety. Na meczu stawia się ponad godzinę
przed meczem i wykonuje dziesiatki rzutów, rozciąga się i szykuje do swojego święta
– meczu koszykówki. Tak, koszykowka jest dla niej świętem. Dziasiaj po południu gościla
na treningu koszykarek VBW GTK Gdynia. To co mówiła , to co pokazywała – to było
coś fantastycznego, dla grupy słuchającej jej dziewcząt. Jest to Tamika Catchings!
     Trenować pod okiem jednej z najlepszych koszykarek świata, to prawdziwa frajda.
Agnieszka Olszewska po dobrej akcji otrzymala uderzenie "piątką" od Tamiki. Stwierdzila,
że teraz długo tej ręki nie będzie myła. Myślę , że i długo bedzie myślała o przekazanej
przez Tamikę filozofii gry w koszykowkę.
     Tamika przyszła na nasze zajęcia calkowicie spontanicznie, bez poprzednich uzgodnień.
Tak samo spontanicznie w USA prowadzi swoją fundację dla osób potrzebujących pomocy.
Dziękujemy Tamiko!
     Koszykowkę trzeba kochać. Nie można pozorować czegoś, o czymś się marzy. Bez względu
na jakim poziomie ją uprawiamy. Trzeba uwierzyć , że możemy  osiągnąć dużo więcej niż
mamy dzisiaj. Tą wiarę we własne możliwości musimy poprzeć wielką pracą. Powodzenia!

  Wielka i skromna!
  foto wł: Cwiczenia w obronie w jej wykonaniu, to prawdziwa frajda!

     Tak, sport jest poezją życia! Szczególnie jak się patrzy na Tamikę Catchings!
Widać, że basket jest dla niej prawdziwą przyjemnością. Właśnie takie indywidualności
mogą pociągnąć Polakow do koszykówki. Wierzę , że tak się stanie ! Oby jak najszybciej!
    

Być wielkim  i skromnym – to jest Tamika Catchings!

Słaba strona i stawianie strefy!

Czy brać to dosłownie?

     Zacznę od "stawiania strefy"! Tak jak postawili – tak stali. Jest to stwierdzenie
często dosłowne. "Trenerze , postawmy strefę – jesteśmy zmęczone". Wypowiedź
dziennikarza: mają tyle fauli – dlaczego nie stawiają strefy?
     Strefą bronią wszyscy! Na turnieju 14-latek  w Człuchowie jedna ze słabszych drużyn
"broniła" tak  we wszystkich spotkaniach. W finałach Mistrzostw Polski juniorek starszych
w Gdyni większość zespołów ,przez większość czasu "stawiała" strefę! Jak to jest z tą strefą?
     Kilkanaście miesięcy temu widziałem mecz AZS-u Gorzów w ekstraklasie. Bronili strefą
(nie stali) przez 40 min. Coś fantastycznego. Dla mnie strefa to drugi i dużo trudniejszy
sposób obrony. Uważam ,że trzeba być bardzo dobrze przygotowanym w obronie indywidualnej,
aby mieć sznsę, na dobrą grę obroną strefową. Od czasu do czasu staram się bronić w ten
sposób , aby zdezorganizować grę przeciwnika w ataku. Raz się udaje, innym razem – nie.
     Każdy z trenerow ma swoją filozofię gry w obronie. Często obrona strefowa  jest ważną
częścią tej filozofii. Niekiedy "postawienie" strefy pomaga nam w wygraniu zawodów. Potrafię
zrozumieć, jeżeli są to bardzo ważne spotkania. Natomiast, gdy to jest sposób na wygodne
życie – bo przeciwnik z tą "obroną" sobie nie poradzi to zaczynam mieć pewne wątpliwości.

     Teraz o stronie silnej i słabej. Określenie "strona słaba" samo w sobie, wywołuje u graczy
poczucie lekkiego luzu. Bo ważniejszy jest nacisk na piłkę i po jej stronie odcinanie podań.
Krycie po stronie pilki jest bardzo klarowne. Musisz naciskać na zawodnika z piłką i należy
odcinać taktyczne podania po tej samej stronie. Dużo trudniej broni się po stronie bez piłki.
          Musimy sobie odpowiedzieć na pytanie – co chcemy osiągnąć, z jakim zespołem i w jakim
czasie. Łatwo zadawać takie pytania – znacznie trudniej  jest  na nie odpowiedzieć.

Nikt nie ma patentu, na prawidłową odpowiedź!

Barack OBAMA , Tamika Catchings i basket!

Tamika gracz wyjątkowy!

Barack Obama  Podczas głosowania 4 listopada 2008 kandydaci na elektorów popierający
Baracka Obamę zdobyli 365 mandatów . Formalnie wybór prezydenta został dokonany
15 grudnia 2008 r. Został zaprzysiężony na 44 Prezydenta Stanów Zjednoczonych
20 stycznia 2009 r.

 Tamika i Obama!
 foto Tamika C.: Tamika i Prezydent USA! 

Tamika Catchings ur 21.07.1979r. Jest córką byłego zawodnika NBA Harveya Catchings.
W 2001 roku trafiła do zespołu Indiana Fever.  Mistrzyni Świata w 2002 i  brązowa medalistka
w 2006 r. w Brazylii.  Zlota medalistka z Olimpiady w Atenach (2004). Od końca stycznia 2009
zawodniczka – LOTOS PKO BP Gdynia.

     Tamika Catchings to chyba najlepsza zawodniczka ze Stanów Zjednoczonych – jaka
kiedykolwiek grała w Polsce. Ma  jeszcze małe braki w przygotowaniu wytrzymałościowym,
ale pokazała już w Polsce kilka akcji "z innej planety"! Oby została w naszym kraju jak najdłużej!

    

Filozofia basketu czy nasza wygoda i sposob na zycie ?!

Proza sportowego życia!

     Kiedy w styczniu 2003 roku zaproponawano mi, po dwuletniej przerwie prace
z zespolem koszykarek EAC – mialem wiele watpliwosci czy sie tego podjac.Majac
54 lata , wiele klopotow zdrowotnych powinienem powiedziec nie. Mialem wygodna
posade dyrektora sportowego klubu , stosunkowo małą odpowiedzialnosc i duzo
wolnego czasu. Nie zyskujac nic  i nie mogąc  zrobic wiecej ,niz zrobilem do tej
chwili – powinienem być stanowczym.
     Stalo sie inaczej. Dałem sie namówic na 7 ostanich spotkan. Przedostanie miejsce
w tabeli , niezly zespól , perspektywa paru kryzysów zdrowotnych. Staralem sie
przekonac Prezesa Klubu pana Pringuet , ze jestem ,starym , wypalonym i zmeczonym
człowiekiem. On podszedł do tego inaczej i stwiedził , że to bedzie moja silna strona.
     Wygralismy 6 z 7 meczów i moglem powiedziec :nigdy wiecej. I tak naprawde
myślalem. Mój szef jeszcze raz mnie "podszedł". Stwierdzil , ze może brakować pieniedzy
na dyrektora klubu, a napewno bedą dla trenera I zespolu. Pracowałem dalej. Szło nam
nie najgorzej – na koniec sezonu 5-6 miejsce w rozgrywkach I ligi francuskiej. Uważałem,
że z młodszym trenerem zespol było stac na wiele wiecej. Tej tezy nie potwierdzał mój
pracodawca. Potrzebny mu był ktoś z doswiadczeniem , "spokojny" , który poprowadzi
zespół bez fajewerkow, ale i bez  większych problemow wewnetrznych.
     Jako trener osiągnołem to co mi sie marzyło – dużo wczesniej i w warunkach bardziej
skomplikowanych – w Polsce.
     W połowie lat osiemdziesiatych mielismy w Koszalinie dwóch sponsorów, co nalezalo
w tym czasie w Polsce do rzadkości. Jeździlismy po calej Europie. Gralismy we Francji ,
Holandii , w Czechoslowacji , NRD , na Wegrzch w dawnej Jugoslawi , Bułgarii i na Litwie.


Foto wl: Co robić dalej?

     Zdobylismy 3 krotnie mistrzostwo Polski w różnych kategoriach wiekowych , dwa razy
zasmakowalem z zespołami awansu do ekstraklasy. Prowadziłem szkolenie centralne
w ramach PZKosz , bylem trenerem odpowiedzialnym w radzie trenerow ZG AZS za pion
żenski i przez 2 lata uczestniczylem w Radzie Trenerow PZKosz.
     Jednego czego pragnalem to spokoju.  Od 2006 roku zaczalem sie interesowac swoja przyszla
emerytura. W tym samym czasie otrzymalem kolejna propozycje trenerską – znowu
w EAC Evreux. Ja były twardy trener (niektorzy mówili o mnie Somoza) stalem sie zbyt łagodny. 
     Dlaczego stajemy sie bardziej lagodni? Co powoduje , ze ucieka z nas powietrze? Co nami
kieruje w naszych wyborach?


Foto: Czy nie za lagodnie?

     Chyba zdajemy sobie sprawe z tego , że nasz czas juz mija. Brak nam dawnej energii ,
stanowczosci , błysku i pewnosci siebie.  Nasz wiek mówi nam , że jestesmy na równi pochylej
i schodzimy coraz niżej.
      Jest to trudne , bo można przekroczyc cienką bariere, za  która jest już tylko wrak trenera.
Gracz powinien czuć szacunek dla naszego wieku, a nie litość. 
     Tadziu Aleksandrowicz nazywa to bardzo poetycko: zmęczenie materiału. Tylko , że ten
"zmeczony material" niczego innego  w życiu nie potrafi robić. A żyć trzeba. 
      Możemy byc potrzebni inaczej. Jako menadzerowie , dyrektorzy klubów , odpowiedzialni
za szkolenie mlodzieży i młodych trenerów. Nasze doświadczenie  musi zastapic  nasze "ja".
Zamiast dynamiki i stanowczosci  –  dyplomacja (?).
     Pamietam  jak byłem młodym trenerem  (tak było !), cieżko bylo komuś wskazać moje błędy.
Czesto sie buntowałem. Ale byli tacy co mogli to bezkarnie czynic. Gdzie, wiec jest (był) problem?
W sposobie dotarcia do młodego trenera. Z szacunkiem przyjmawałem uwagi "wielkich" – jak
Zygmunt Olesiewicz , Ludwik Mietta, Henryk Langierowicz czy Zdzisław Kassyk. Ale słuchalem  też
cicho uwag Marka Grendy z Poznania  czy Miecia Szydlowicza ze Szprotawy. Pokora jest matką
naszych sukcesow. Ale trzeba byc również stanowczym i pewnym swojej filozofii.  Nawet wtedy
kiedy nie mamy racji. Nie musimy sie do tego przyznawac. Ale musimy o tym wiedziec.
     Zawsze uważałem , że za porażke odpowiadam ja. Przy zwyciestwie trzeba umieć znaleźć
kogoś – kto sie do tego przyczynił bardziej niż my. Nie jest to łatwe. Ale za to daje gwarancje
postepu. Najłatwiej powiedzieć , ze przegralismy przez  X Y Z , przez Prezesa ,dzialaczy itd.
     Czesto oczekujemy szacunku innych. To my  decydujemy o tym, czy ktoś nas szanuje.
Musimy pracować na to latami ,a wynik może byc różny. W Naszym zyciu "po trenerce" nie
możemy  zamęczać naszych współpracowników naszą przeszłoscią. Musimy to robić skromnie
i z wyczuciem. Starajmy sie widziec sukcesy u innych. Zapracujmy na naszą godną starość!

  

                                                      foto wl: Obraz zaczyna sie zacierac !

     Czesto sie dziwię , że robię coś – o czym nigdy nie myslałem. Pisze bloga!
Jest to znak z "góry" , że trzeba sie spieszyć – a warto zostawic coś po sobie.
Są to tylko moje przemyślenia. Nikt z nimi sie nie musi zgadzać. To też uważam
za sukces. Uczyć sie można na dobrych uczynkach jak i na błędach innych.
     Nie panikuję , ale powinienem to pisanie przyspieszyć! Zawodzi pamieć ,
i wzrok coraz słabszy. Tylka ta sama miłość do tej pomaranczowej kulki została!
     

A wiec, co mam robić ?

To były piękne dni …..!

A jak jest dzisiaj ….?

       Raz lepiej , raz gorzej jak w życiu! Wczoraj słońce , dzisiaj deszcz i śnieg,
a co będzie jutro? Przez kilka miesięcy się nie zastanawiałem. Widziałem cel jaki
sobie postawiłem. Widziałem grupę ludzi, którzy marzyli o tym samym co ja.
Było trudno, ale wszystko szło do przodu. Dziasiaj entuzjazm się ulotnił, ludzie pochowali ,
a została tylko szara rzeczywistość i Ci najbardziej zaangażowani.

Kiedyś okulary - dzisiaj parasolka!
 foto wł: Było Monaco jest Koszalin.
      
       Pracy jest coraz więcej. Następują małe zmiany w zespole. Drużyna się
rozwija. Kiedyś mogłem siąść i patrzeć na Monaco z góry, później wrócić do domu
i wszystko było gotowe. Trampki pod pachę , kajet i na halę!
     Dzisiaj jest inaczej. Nawet nie ma czasu, ani nastroju na zwiedzanie
pięknego Pomorza.

Monaco dzień po Formule
foto wł: Zjazd na dół i do tunelu –
24 g po F1

       Kiedyś w Martigues (FRA) z domu do hali miałem niecałe 300 m.
Zajmowało mi to ok. 3 minut. Hala położona nad samą wodą (Etang de Berre).
Po treningu piwko (niestety nie było tam BROKA) w małej knajpce obok domu,
spacer po malowniczych mostkach na przecinających miasto  licznych
kanałach  i spać!

Niedziele po męczących meczach -właśnie tu!
 foto wł: Tylko 15 min od domu i błogi wypoczynek.

       Rano koc, ręcznik – do FORDA i nad Morze Śródziemne. Przejazd to spokojne
kilkanaście minut i hop do wody o temperaturze ok. 25-26 stopni C. Ale frajda!

 Luis de Fines był tu wcześniej - St Tropez!
 foto wł: Dobrze , że nie ma tu żandarmów!

       Poniedzialki i środy to dni bez treningu. Do St Tropez było ok 2,5 godz
jazdy autem. Trochę zwiedzania ,mały posilek , 3 godziny w wodzie, spacer
po nabrzeżach portowych , małe zakupy i powrót do domu.

Poranek w niedziele po meczu!
foto wł: Kojące poranki po trudnych meczach!

       Los trenera – to często bezsenne noce. Okazja zrobić ładne zdjęcie
o 3 rano na tle Etang de Berre. Około piątej mała drzemka , później kawka,
słuchanie Radia Koszalin przez internet. O dziewiątej wyjazd do Avignion
(ok. 80km). Tradycyjny spacer po moście a później zwiedzanie Pałacu Papieskiego.

 Avignon - Pałac i cudowne ogrody papieskie!
 foto wł: Regeneracja po 3 treningach i dwóch meczach w tygodniu!

       Co kilka miesięcy odwiedziny koszykarskich grup z Polski. Raz była to ekipa 
ze Starogardu Gdańskiego. Mała wycieczka po cudownej okolicy. St Remy de Provence
to prawie bajka. W połowie drogi pomiędzy Martigues a Avignon. Prawdziwa przyjemność
tam być!
     
Polacy odjeżdżali  i znowu powrót do  morskich kąpieli , licznych wycieczek
i spacerów na koszykarskie sale!

Stary Port w Marsylii - dzisiaj Unieście!
foto wł: Tęsknota za błękitem w Marsylii !

       Marsylia to nie tylko OM , którego byłem i jestem zagorzałym kibicem. To stare,
tętniące życiem miasto. Ze względu na bliską odległość (34 km), byłem tam częstym
gościem. Kilka kilometrów na wschód za znaną dzielnicą Le Prado znajdują sie cudowne
wapienne wzgórza poprzecinane zatoczkami  – Les Calanques , Cassis.
       Szybki powrót do domu wygodną autostradą , mała kąpiel, parę spojrzeń na Martigues
i do roboty. Koszykarki czekają!

Etang de Berre z balkonu w Martigues!
foto wł: Patrzę na Morze Śródziemne, a tyłu Etang de Berre!

        Wszystko co piękne się kiedyś kończy! Marcowa sobota  2000 r,
godzina 20.00 mecz przeciwko St Etienne. Osatnia sekunda meczu,
1 pkt dla nas i rzut przeciwnika – niecelny! Skok radości i zerwany mięsień
w lewej nodze.
     O kulach na treningi  i mimo zwolnienia lekarskiego wyjazd za tydzień
na mecz  do St Chamond. Stres totalny! 
       Na 15 km przed miejscem meczu
serduszko odmówiło posluszeństwa.
Utrata przytomności , pobyt w szpitalu
i koniec sportowych ,trenerskich marzeń!
       Postanowilem zostać agentem
dla zawodników grających w koszykówkę.
Przeprowadzilem się do Evreux
w Normandii (90 km od Paryża). Pomogłem ok. stu
polskim
zawodnikom i zawodniczkom, znaleść lepsze lub gorsze zatrudnienie
w klubach na terenie Francji , Belgii i Izraela. Mialem dużo czasu na zwiedzanie
tym razem północnej Francji. Zupelnie innej, a jak pięknej. Etrerat, Trouville, 
(kasyno gry, targi rybne), Douville (festiwale filmów amerykańskich,
wspaniałe hotele).
Honfleur (miasto malarzy)  – wszystkie miejscowości
nad Kanałem La Manche!

 A teraz północ Francji - Etretat!
 foto wł: Kanał La Manche – piękna Etretat!

Wzgórze na wodzie - St Michel
foto wł: Tylko 2 godz. od domu! St Michel!

       Obowiązkowa wycieczka do St Michel i czas na podjęcie decyzji
o powrocie do czegoś , co się dawno skończyło –  podobno na zawsze.
W dwa dni później zostałem trenerem walczącej o utrzymanie w I lidze
druzyny EAC Evreux! Koszmar! Było to cudowne ozdrow
ienie. Wygraliśmy
6 z siedmiu meczów i tak przedłużyłem swój trenerski padoł o kolejne
2 lata! Znowu problem zdrowotny i tym razem definitywne rozstanie
z francuskim basketem! Już po roku namówiono mnie ponownie w klopotliwej
dla mojego klubu sytuacji. Kolejny – ostatni powrót. W kwietniu 2007 roku
trzeba było wygrać ostatni mecz 1 pkt , aby się utrzymać w II lidze.

Wczoraj Pola Elizejskie - dzisiaj Wańkowicza.
foto wł: Spokój na Polach Elizejskich.

       Natchnienia szukałem w gwarnym Paryżu. Kilkugodzinne włóczenie
sie po stolicy Francji i wieczorny mecz w Evreux o wszystko ,bez dwóch
czołowych zawodniczek. Popisowa gra dwóch Polek , podobna gra ich
francuskich koleżanek i EAC gra dalej w II lidze. nareszcie koniec trenerskiego
koszmaru!

Czy to jest koniec moich wędrówek?
 foto wł: Co dalej ?

       Miał być zaslużony odpoczynek w Koszalinie ,a jak jest to już wszyscy wiecie.
Oddycham cudownym , gdyńskim powietrzem! Raz jest tu lepiej raz gorzej. Co dalej?
Jak zwykle życie dopisze ciąg dalszy!


Nigdy nie powiem – nigdy!


 

"Mafia sędziowska" – to też ludzie!

"Psy szczekaja – karawana jedzie dalej"

     Tak odpowiedział jeden z sędziów na prasowa krytykę. Coś w tym bylo.
Jak swiat swiatem, ciągle sie narzekało na sedziowanie. Pamietam jak
trener meskiego SZS-AZS Koszalin w latach 80-tych byl zdziwiony, kiedy 
w poniedzialek rano powiedzielismy mu , że przegrał przez sedziów!
     A skąd Wy to wiecie? Proste – po kazdym przegranym meczu mówił ,
że to przez sedziów. Dlaczego teraz miało być inaczej?


foto Paris-Normandie: Zaczyna się!

     Jednak mówiac o koszykówce –  nie mozna – nie mówic o sędziach.
W Koszalinie w latach 70-tych i 80-tych bylo dwóch sędziów szczebla krajowego.
Panowie Zygmunt Kruszyński (ŚP) i Adam Krzeminski sędziowali żenską  i od czasu
do czasu meską ekstraklasę. Później byla przepaść. Sam próbowalem sie przebić
na szczebel centralny , ale nic z tego nie wyszlo! Może dlatego później
"sedziowałem" jako trener – z fatalnym skutkiem dla zespołu. Po kilku latach
zapomniałem o dawnych marzeniach.

 
foto wl: Gosia dała sie nabrać na uśmiech Janusza Hołozubca  
               – tak bylo przed meczem – później pięć przewinien!

     Kiedy awansowalismy do ekstraklasy (1987r) na meczu w Poznaniu pan Wieslaw 
Zych – jeden z najlepszych sedziów swiata na przełomnie lat 80/90 w przerwie meczu
dał mi radę , aby być bardziej agresywny w stosunku do arbitrów. Gdy bedziesz
za grzeczny – wszystkie piłki "niczyje" będą dla przeciwnika – bo sędzia wie ,
że nie bedziesz "płakać" Przyjałem do wiadomosci tą radę i  bardzo czesto
wykorzystywałem ją z nawiązką!
     Należałem do trenerow , którzy prowadzili ciaglą utarczkę słowną podczas
meczów (wg rad pana Zycha) z sędziami. Im lepszy sedzia, tym te rozmowy
byly bardziej kulturalne. Gdy po kilku minutach meczu sędzia stanowczo mowi:
nastepnym razem przewinienie techniczne – zaczynała sie wojna na całego!
     Stwierdzam , że im lepszy sedzia – tym rzadziej straszy "technicznymi". Nigdy
nie zapomnę , jak po kilkakrotnej krytyce pan Janusz Kotulski przerwał mecz
i podszedł do mnie , dal mi gwizdek mówiac: sedziuj , a ja twój zespoł poprowadzę
dużo lepiej. Nie odezwałem sie ani jednym slowem do konca meczu!
     Prowadzac zespół EAC we Francji graliśmy z St Amand ! Sedziowała młoda, ładna
dziewczyna. Po meczu pogratulowałem jej urody ,a na koniec stwierdziłem , że jako
"sedzina" jest "zerem". Trochę mnie poniosło. Po dwóch tygodniach gramy mecz
wyjazdowy w Reims. Można powalczyć – ale tylko do momentu , gdy na salę
wchodzą sędziowie.
     Jest tam ładna sędzina z poprzeniego wyjazdu. Grzecznie sie przywitała. Starałem
sie ją przeprosic (lepiej później niż wcale) a ona stwierdziła : nie ma sprawy! Mecz w plecy
33 pkt. Samo zycie!


foto: Turniej o wejście do ekstraklasy w Gorzowie (lata osiemdziesiąte). Rozmowa
           z panem Andrzejem Bednarskim "o normalnym sędziowaniu".

     Pracując w Martigues podczs przerwy z powodu kontuzji , gdy wszyscy byli zajeci
opatrywaną zawodniczką przeciwnika – w moim zasiegu znalazla sie piłka , którą grano
mecz. Podniosłem ją i schowałem ja z tyłu, pod sweter. Po kilkunastu sekundach arbiter
dysktretnie zaczał sie za nią rozgladać. Cześć widowni wiedziala , że to ja
ją schowałem i głosno się śmiała. Sędzia niczego sie nie domyślajac ,coraz bardziej
nerwowo się za nią rozgladał. Sala ryczała! Po 15 sekundach oddałem pilkę sędziemu.
Rezultat: przewinienie techniczne. Stało sie i koniec.

  O czy oni myślą?
  foto K  Ebertowski: Można też tak –  kulturalnie ! Oby częściej!?

     Po kilku tygodniach kolejny mecz i identyczna sytuacja.Piłkę schowalem pod sweter
jeszcze szybciej niż poprzednio. Znowu nerwowa reakcja sędziego w poszukiwaniu
pilki. Tym razem chcialem mocniej zaslużyć na kolene przewinienie techniczne.
     Po 25 sekudach przy salwach smiechu na sali oddajeę pokornie piłke sędziemu!
A tu niespodzianka: podnosi on kciuk do gory w geście podziwu i twierdzi , że taki
numer wywinieto mu pierwszy raz w zyciu! Przybicie "piątki" z sędziami  i mecz
potoczyl sie dalej.


foto wl: Z każdym można sie dogadać !

     Najzabawniejszą sutuację widziałem we Wroclawiu. Pogon Szczecin grała z Gwardia
(byl taki i to dobry klub we Wroclawiu). Pawel Waniorek zawodnik Pogoni kopnął pilkę 
i głośno przy tym krytykujac sedziów – schował się za filary , które znajdowały sie na hali.
     Sędzia pobiegł za nim, z rekami złożonymi w daszek. Tylko miał maly problem ,
bo nie mógł znaleźć Pawła. Po kilkunastu sekunach Waniorek pojawił sie z drugiej
strony boiska, na co widownia i sedziowie zareagowali spontanicznym smiechem!
Oczywiscie nie bylo juz przewinienia technicznego – tylko wzajemne poklepywanie się
po plecach.

Przy trenerze "Energi" Toruń – ja jestem aniołem!

 

Czarna sobota – zimno, nudno i smutno!

Pokonać przeciętność!

     Czy można wygrać z samym sobą? Niemoc, nieskuteczność i uczucie bezradności
często nas paraliżuje. Nogi są z waty , ręce z drewna, a głowa obolała. Mamy poczucie
strachu. Tuszujemy to krzykiem, śmiechem lub niegrzecznością. Mamy życiowego "kaca".
     Otrzymujemy lekcję pokory. Czasami trudno się do tego przyznać. nawet nasz pies
widzi , że coś jest nie tak. Najgorsze są te "życzliwe" rady – tych najbardziej "życzliwych".
Z boku zawsze wie się najlepiej. Są to prawie zawodowcy. Na wszystko mają gotową
receptę. Tylko czekają na "swoją" chwilę. Na wymioty człowieka zbiera!
     W tym czasie my – ci pokonani – cierpimy z powodu naszej niemocy w trudnych
sytuacjach. Serduszko się rozdygotało, żołądek w gardle, poczucie winy nas wykańcza.
Nie wszyscy się do tego przyznają. 

  Emocje?
  foto wl: Czy tak wygląda normalny czlowiek?

     Czy jest inaczej jak wygrywamy? Nie!  Czasami nie ma siły na radość. Często sięgamy
 w samotności do czegoś – co nas pozornie uspokoji. Po "udanych" ME kadetek zamknąłem
się w swoim pokoju i po dwóch koszmarnie dlugich godzinach, spakowalem bagaże,
wsiadlem w samochód i po ośmiu godzinach byłem w Koszalinie.
     Podobnie było kilka dni temu , po zdobyciu Mistrzostwa Polski Juniorek Starszych.
Bylem "daleko" od wszystkich, tak jakby to mnie nie dotyczyło. Szybki powrot do domu
i próba  zapomnienia o tym, co się stało godzinę wcześniej. 
     Kiedyś było inaczej! Czy ludzie byli inni , czy może my się zmieniamy. Dwadzieścia
dwa miesiące temu mój zespół we Francji (EAC Evreux) wygrał ostatni mecz , który
decydował o utrzymaniu się w II lidze. Bylem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie!
Wraz ze mną cieszyło się koszykarskie Evreux. To było cudowne uczucie!

  Gest niemocy!
  foto wl: Wygrać z samym z sobą! To jest największy sukces trenera!

     Kocham Gdynię, lubię swój klub. Czy kiedyś będzie to wzajemne? Nie wiem. Szukam
sportowego ciepła! Nigdy nie pracowałem dla pieniędzy, choć  są mi  bardzo potrzebne.
Myślę, że tego sportowego ciepla potrzebuję nie tylko ja.
     Ludzie to nie maszyny, trenerzy też! Cierpię po meczach , kiedy widzę ból swoich
zawodniczek. Czy mogę im pomóc? Czasami tak. Często jestem tylko trybem w sportowej
maszynie. Wtedy męczę się podwójnie.
     Wiem ,że od poniedziałku zaczniemy pracować ze zdwojoną energią. Do kolejnego
sukcesu lub porażki. Taki jest nasz los! Jest to trudne i jednocześnie cudowne. Życie
nie znosi pustki. A więc żyjmy!

Łatwo doradzać innym – ciężko pomoc samemu sobie!

     
     
    

Wygraliśmy dzisiaj – co będzie jutro?

Umiejscowić sukces na właściwym miejscu!

                        Zmiana za Tamikę Catchings!
                        foto wł: Marta Dobrowolska zmienia Tamikę Catchings! 
                                                       Czy mogła o tym marzyć dzisiaj rano?

     Przegrywając mecz, trzeba coś w nim wygrać. Jeżeli nie, to będzie totalna porażka.
Czy wygrana jest zawsze sukcesem? Nie jestem pewny , choć nie lubię przegrywać.
Musimy sobie ustalić , co jest dla nas definicją sukcesu –  a co porażki.
     Kilka miesięcy temu AZS PWSZ Gorzów Wlkp. pokonał pierwszy raz Wisłę. Powtorzył
to później, jeszcze raz w Gorzowie. Dzisiaj , w półfinale Pucharu Polski zwyciężyła Wisła
Kraków. Jak będzie w play-off? 
          VBW GTK Gdynia wygrało w finale MP juniorek starszych z Gorzowem. Dopiero teraz
widać, jakie cenne było to zwycięstwo. A. Kaczmarczyk – środkowa naszych przeciwniczek
w pierwszym spotkaniu MP była nie do zatrzymania. W finale grała dobrze, ale nie na
tyle, aby AZS wygrał z VBW. Swoją wartość potwierdza w Pucharze Polski.
     Grupy młodzieżowe VBW GTK wygrały w ostatnich dniach, dwa ogólnopolskie turnieje.
Młodziczki  pokonały silne zespoły z Kolbud i Konina a kadetki łatwo pokonały zespół
ze Szczecina – męcząc się wcześniej z Kolbudami.
     Jak będzie "jutro"? Czy A Kaczmarczyk będzie bardziej wartościową zawodniczką niż
O Tomiałowicz czy K Sosnowska? Czy Gdynia zdystansuje Kolbudy? Dokąd zajdzie solidny
zespół z Konina? Jak rozwiną się młode "gwiazdeczki"  z czołowych zespołów młodzieżowych?
     Czas pokaże ,jak cenne było dzisiejsze zwyciestwo Wisły Kraków nad zespolem z Gorzowa.
Po kilku miesiacach , latach zobaczymy, które gwiazdki będą jeszcze świecić , a  które zgasną.
     Tamika Catchings powiedziała w jednym z wywiadów, że o obronie dowiedziała się
po kilku latach treningu (?) .Wcześniej istniał dla niej tylko atak i zdobywanie punktów.
Teraz szuka również przyjemności w grze obronnej. Jak to robi, możemy zobaczyć na
spotkaniach LOTOSU PKO BP Gdynia. 
     Andrzej Nowakowski wieloletni trener zespołów z Łodzi i Krakowa , dzisiaj drugi szkoleniowiec
kadry Polski seniorek – twierdzi, że trenerzy powinni dać zawodniczkom możliwość indywidualnego
rozwoju ich sportowej osobowości.
     

  30 lat znajomości!
  foto wl: Poznaliśmy się w 1979 roku. Jak ten czas się zatrzymał!

     Za przyklad podaje Tamikę Catchings, której doskonała technika indywidualna i  sprawność
fizyczna pozwala grać koszykówkę na poziomie – niedostępnym dla innych.

Pokochać obronę – czy to tylko marzenie trenerów?

      

Turnieje , puchary ….!

Gdynianki górą!

     W Pucharze Polski seniorek LOTOS PKO BP  Gdynia  łatwo pokonał Finepharm AZS KK
Jelenia Góra – 91:44. W zespole z Gdyni zabrakło M Leciejewskiej. Zastąpila ją Marta
Dobrowolska (juniorka starsza VBW GTK).W piątek dwa mecze półfinałowe – o 16.00 i 18.00.

  Młode i stare!
  foto wł: Dowcipne (?) ogloszenie na hali GOSiR w Gdyni!

     W szkole sportowej przy ul. Władyslawa IV w Gdyni rozgrywany jest turniej kadetek (r.93)
W meczu o I miejsce spotkają się jutro rano zespoły VBW GTK Gdynia i KUSY Szczecin.
Również jutro ,po południu zaczyna się kolejny turniej dziewcząt – dla roczników 1996 i mł.

Marzymy , aby szkolone u nas dziewczyny  – grały w zespole
                    
                           seniorskim LOTOS PKO BP!

 

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij