Trzydzieści dziewięć lat rozterek!
Zacząłem pracować jako "trener" nie mając żadnych uprawnień.Pisałem już o treningach
w listopadzie – na boisku asfaltowym przy stadionie Bałtyku w Koszalinie Był to chyba rok
1970-ty. Upawnienia instruktora uzyskalem kilka lat później na AWF w Poznaniu.

foto wł: To one były "pierwsze"!
Od 1 września 1973 roku zacząłem pracę z dziewczętami w MKS Znicz Koszalin. Był to
drugi zespól w klubie. Pamietam pierwszy mecz z Ogniwem Szczecin przegrany 81 :18 gdzie
trenerem był Jasiu Piaskowy!W zespole tym grały Ola Kraszewska, Ewa Olszewska , Bożena
Sektrecka , Krystyna Rembeza i wiele innych dziewcząt.

foto wł: Pierwsze wspólne zdjęcie!
Dopiero w roku 1974 rozpocząlem selekcję do "wlasnej" grupy treningowej.Testy
odbyły się w SP 10 w Koszalinie. Łącznie stawilo się ponad 400 dziewcząt z roczników
1962 i 63. Po kilku miesiącach zostalo ich tylko czterdzieści. Od 4 września 1974 roku
zacząlem szkolenie z najlepszą dwudziestką.
Dzisiaj uwazam to za swój największy sukces. Sposób prowadzenia zajęć był niezly, oparty
na wiedzy uzyskanej od braci Cieślaków ( Henryka i Czarka). O filozofi pracy z dziewczynami
wiele mi powiedział wspaniały pedagog i trener – Lech Żyła – dyrektor I LO w Koszalinie.
Wiedzę koszykarską przekazywali mi Marek Grenda z Poznania i Mietek Szydłowicz
ze Szprotawy. Wczoraj nie przypadkowo pisałem o paniach Kalucie i Iwaniec – byłych
zawodniczkach Wisły Kraków. Ich trenerem był w tym czasie mój idol – Ludwik Mięta.
Jeździłem za nimi po Polsce (Gdańsk, Poznań, Łódź) i patrzyłem , patrzyłem, patrzyłem.
Z czasem nabrałem odwagi i rozmawiałem o baskecie z Ludwikiem Miętą. Wydawalo mi się ,
że dzieli nas przepaść. Jeździłem na zgrupowania kadry seniorek, gdzie trenerem był
trener "czarodzieji" z Bielan (AWF Warszawa) – Zygmunt Olesiewicz.
A dziewczyny rosły! Gosia Wołujewicz – dzisiaj Czerlonko, która trafiła do grupy trochę
po znajomości (siostra Bożena Sędzicka). Przez pierwsze dwa tygodnie nie trenowała , bo miala
gips na ręce.Później ćwiczyła pilką do siatkowki , bo piłka do kosza była dla niej za duża
i za ciężka (pomarańczowa "bułgarka"). Dziewczyny zazdrościły jej tej kolorowej Mikasy!
Mama dzisiejszej zawodniczki VBW GTK Marty Dobrowolskiej, rownież dostała się do grupy
po znajomości. To moja żona namówila mnie , aby ją zaangażować do treningów, bo kiedyś
woziłą ją w wózku -jako małą dziewczynkę. Później rozegrała kilkadziesiąt spotkań w kadrze
Polski kadetek i juniorek pod okiem trenera Janusza Mroza!

Barbara Dobrowolska – 1987 rok!
Porażki! Był rok 1977. Finał mistrzostw Polski młodziczek (15 latki) odbywał sie w Koszalinie.
W tym czasie wygrywaliśmy w Polsce wszystko! W półfinale mecz z Rzeszowem. Formalność!
Był to jeden z pierwszych ostrych zakrętów w mojej pracy trenerskiej. Przegraliśmy mecz 1 pkt,
po żucie w ostatniej sekundzie meczu z za lini końcowej boiska. Nawet nie protestowałem.
Pozycja była wprost niewiarygodna, tak jak i sytuacja, że mogliśmy prowadzić tylko 1 pkt.
W meczu o III miejsce wygraliśmy z Poznaniem (trener M Grenda). Byłem zalamany!
Rok później było już "zloto". Grały dziewczyny z rocznika 1963 i mł. W Łodzi, w finale
po dramatycznym meczu, pokonaliśmy 10 punktami podopieczne Marka Grendy z Poznania.
Rok 1979 to rok bardzo szczęśliwy w moim życiu. W maju otrzyałem dyplom trenera
na AWF we Wrocławiu z rąk Andrzeja Kuchara. W czerwcu urodziła się moja druga córka Agata
a w lipcu zdobyliśmy kolejne "zloto" pokonując w finale spartakiady (mistrzostwo Polski kadetek)
zespól z Lublina – rekordową różnicą – 74 pkt!

foto wł: SZS AZS Koszalin – Mistrz Polski Kadetek – 1979 r!
Rok później pan Janusz Mróż powołał mnie do szkolenia centralnego. Był to rok 1980.
Poznałem wtedy młodego trenera ze Śląska, z dużą nadwagą, zmuszającego mnie do porannego
biegania (ok. 10km dziennie), a później zjadania około 10 ciastek tortowych. Paranoja!
Był to Tadeusz Huciński!

foto wł: To naprawdę ja siedzę na dole, po prawej stronie.
Mialem wtedy jeszcze włosy!
Po akcji szkoleniowej w Limanowej wyjechałem z kadrą juniorek na turniej do Koreanskiej
Republiki Ludowej. Tam poza meczami, dowiadywaliśmy się o strajkach (przestojach w pracy)
w Gdyni, Szczecinie i innych polskich miastach. Nie mieliśmy żadnego kontaktu z naszymi
rodzinami w kraju. Działo sie to pod koniec sierpnia 1980 r. Było nam bardzo ciężko!
Brak (moich)sukcesów w Gdyni – trzeba wspominać!
Nic do śmiechu!











