Czy warto było zaczynać?
Miniony rok był średni. Zrobilem coś , czego nie potrafię sobie wytłumaczyć.
Spokój zastąpilem niepewnością. Pracę – działalnością społeczną Zamiast dochodów
wydatki. I najgorsze – jestem zadowolony. Brakuje tylko zdrowia, aby co tydzień
prowadzić dwa mecze.
Miałem chwile słabości. Chcialem wszystko rzucić. Zaczęło brakować motywacji.
Rano 8.30 do biura. Kilka kursów autem do szkół , sponsorów, czasami mala kawka
w AZS-ie. Innym razem wizyta u dziennikarzy, czasami na hali Zos-u. Później obiad ,
zajęcia z rocznym wnukiem no i trening. Na sali jestem 30 min przed. Wracam do
domu ok. 20.30. Kolacja , spacer z psem i pozostaje mi tylko BLOG. Tu mogę się wyżalić,
pochwalić , powspominać i marzyć. Nikt nie jest mi w stanie tego zabronić!
Piszę od 29 stycznia 2007 (!) . Lekarze "coś" podejrzewali. Chcialem szybko ,
nerwowo zostawić coś, o czym nie wszyscy wiedzieli. To taka mała chwila slabości,
która trwa do dziś!
Powrót do Koszalina był dużo łatwiejszy niż się spodziewałem. Znajomi pukali
się w czoło. Dziennikarze wspierali mnie w środowisku, wynosili wyżej niż faktycznie
byłem. Uwierzyłem , że to co robię jest takie ważne i zauważane. Następnie zimny
prysznic. Zerowe rozmowy z miastem. Całkowita obojętność. Później zostałem
wpuszczony w "maliny" przez młodego radnego. W listopadzie moment przełomowy.
Propozycja powrotu do Evreux. Pojechałem i odmówiłem rozmów. To zamknęło temat
kolejnej zmiany klimatu.
Dzisiaj uważam , że w Koszalinie nie jestem już potrzebny. Klub nabrał rozpędu,
umocnił się sportowo i organizacyjnie. Trzeba poszukać nowego Prezesa, trzeba
znaleźć młodego trenera. Ja mogę się zająć nowym wyzwaniem: np koszykówka
I ligowa w Polanowie, lub szkolenie kadetek. Chcę pracować tam , gdzie mnie chcą!

foto Agata J: Pan Burmistrz Polanowa lubi koszykówkę!
To nie ja szukałem, ani nie marzylem, aby być trenerem Kadry Kadetek. I nikt
mnie w tym nie wspierał. Nie należę i nie należałem do żadnej organizacji, która
mogła mi, w czymkolwiek pomóc. Raczej wszyscy byli "wrogo" do mnie ustawieni za
moją nieokrzesaną ambicję parcia do przodu. Tak jest i dzisiaj. Jakiś intruz zakłócił
błogi spokój w poukładanej koszalińskiej drabinie: AZS, Żak, AZS – amatorzy itd.
Marzę o odpoczynku i ciągnie mnie jednocześnie do czegoś nowego. Muszę
dokonać wyboru. Kiedyś wybrałem AZS Katowice (1982 r )i wprowadzilem go do
ekstraklasy. Później odmówiłem "Ślęzie" Wrocław – Vice Mistrzowi Polski !
Wyjechałem do Francji. Pracowalem przez 9 lat w Dijon, później w Poligny,Martigues
i na końcu przez 7 lat w Evreux.
Rok 2008 przyniesie mi pasję czy błogi spokój? W moim wieku łatwiej pracować
w szkoleniu centralnym. Młodzi powinni budować fundamenty silnej ,żeńskiej
koszykówki w Koszalinie , Szprotawie , Kutnie, w Pabianicach i innych ośrodkach.
Marzę w szkoleniu centralnym o pracy z młodym trenerem np. najlepszych
kadetek w kraju. Za 2 , 3 lata, to on przejmie odpowiedzialność za koszykarską
młodzież w Polsce. Ja nawet nie wiem, czy tym trenerem będę. Jak wybiorą młodego
będę go wspierał z całych sił.
Po prostu kocham koszykówkę! I nikt za mną nie stoi! Jestem wolny!
Robię to co chcę i lubię – czy może być coś piękniejszego?